You are currently viewing Kryzys Dawida Kubackiego trwa. „To frustrujące. Wdarło się za dużo kontroli”
Dawid Kubacki (fot. Julia Piątkowska)

Kryzys Dawida Kubackiego trwa. „To frustrujące. Wdarło się za dużo kontroli”

W polskiej kadrze skoczków narciarskich tak źle nie było od dawna. Biało-Czerwoni w Pucharze Narodów zajmują szóste miejsce, tracąc do liderujących Niemców aż 792 punkty. W pięciu pierwszych konkursach indywidualnych podopieczni Michala Doležala zebrali zaledwie 168 „oczek”, a zaledwie 20 z nich padły łupem Dawida Kubackiego, czyli skoczka, który jeszcze w poprzednich sezonach był filarem reprezentacji Polski.

 

Kryzys w polskiej kadrze nie omija niestety 31-letniego skoczka z Szaflar, co więcej, wydaje się, że to właśnie mistrz świata z 2019 roku jest aktualnie jego największą „ofiarą”. Jak dotąd Kubacki punktował tylko raz, podczas konkursu w Niżnym Tagile, który zainaugurował sezon olimpijski. Pierwszy konkurs w Rosji zakończył na 13. pozycji, a w drugim znalazł się już poza finałową serią, plasując się na 35. miejscu. Kolejne starty w Ruce również nie przebiegły po myśli skoczka z Szaflar. Zawody w Finlandii kończył odpowiednio na 33. i 44. lokacie. Sytuacja, w której Kubacki nie awansowałby do czterech pucharowych finałów z rzędu, ostatnio miała miejsce… w marcu 2014 roku.

Momentem przełomowym miały być konkursy w Wiśle, na bardzo dobrze znanej Polakom skoczni im. Adama Małysza, jednak i tam wzrost formy 31-letniego skoczka nie nastąpił. – Wiadomo, że zaraz po konkursach w Wiśle emocje były spore. Po to każdy z nas ciężko pracuje, żeby osiągać sukcesy. To frustrujące, gdy nie wychodzi, nawet jeśli pewne techniczne rzeczy uległy zmianie i powinny działać. A nie zadziałały. Trzeba jednak myśleć, co robić dalej, a nie zadręczać się negatywnymi myślami, bo to w niczym nie pomoże. Jest przygotowany plan. To daje mi trochę spokoju – mówił w rozmowie z Eurosportem.

W konkursie drużynowym w pierwszej serii Kubacki uzyskał 119 metrów i był to drugi najlepszy skok jego grupy. Po sześciu skokach Polska wciąż liczyła się w walce o zwycięstwo. Do prowadzącej Austrii traciła zaledwie 2,7 punktu. Wszystko zmieniło się po próbie Kubackiego, który wylądował na 97. metrze, ostatecznie przekreślając szanse Polaków na pucharowe podium. Po jego skoku drużyna spadła na szóste miejsce, a strata do trzeciej Austrii wynosiła 32,5 punktu. Ostatecznie Biało-Czerwoni zakończyli rywalizację na czwartej pozycji. Z kolei w niedzielnym konkursie indywidualnym na skoczni im. Adama Małysza, podopieczny czeskiego szkoleniowca otarł się jedynie o awans do finałowej rundy, zajmując odległą 32. lokatę.

W odbudowaniu odpowiedniej dyspozycji Polaków ma przynieść spokojny trening w austriackim Ramsau, w którym to kiedyś Adam Małysz i Kamil Stoch powracali do najlepszej dyspozycji. – Fenomenu tego miejsca nie potrafię wytłumaczyć, ale skocznia w Ramsau jest bardzo trudna. Minimalny błąd kosztuje sporo metrów. To pokazuje, czy zmierza się w dobrą stronę, czy nie – mówi Kubacki. Po konkursach w Polsce, ósmy skoczek klasyfikacji generalnej zeszłego sezon, wraz ze sztabem szkoleniowym podjęli decyzję o opuszczeniu zawodów w Klinghental i udaniu się do Austrii.

Rozmawiałem z trenerem w hotelu. Dyskutowaliśmy, co dalej. Sam wierzyłem, że w Wiśle ruszy i będzie można jechać na kolejne konkursy. Potem trwały dyskusje w sztabie, w których nie brałem udziału. Ustalono, że lepiej będzie poświęcić pucharowy weekend na spokojny trening, oddając w tym czasie więcej skoków, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że wszystko działa. (…) Muszę podporządkować się decyzji trenerów, w pełni ją rozumiem – tłumaczy Kubacki. Na 98-metrowej skoczni w Ramsau, wraz z nim formę szlifować będą: Andrzej Stękała, Jakub Wolny i Klemens Murańka. Adam Małysz twierdzi, że austriacki obiekt jest na tyle specyficzny i wymagający, że jeśli oddaje się tam dobre skoki, żaden inny obiekt nie powinien już sprawiać problemów. I to właśnie na tych mniejszych skoczniach, przy niższych prędkościach, łatwiej jest wychwycić wkradające się do skoków błędy.

Największym problemem w polskim sztabie szkoleniowym, wydaje się być jednak wciąż zlokalizowanie przyczyny słabszych występów. – Taki moment już mi się kiedyś zdarzył, że oglądając skok na wideo i porównując go z dobrym z przeszłości, to do końca progu wyglądają one identycznie. Gdy próg się kończy, przy tej udanej próbie widać energię, że idzie w górę, jest rotacja i prędkość. Teraz nie ma wysokości i rotacji. W moim przekonaniu problem tkwi w tym, że do moich skoków wdarło się za dużo kontroli. Co prawda, skok jest technicznie wykonany poprawnie, ale ta noga nie działa swobodnie, nie daje tyle energii, ile powinna. Przez to potem brakuje wspominanej rotacji – uważa Kubacki.

Według podopiecznego Michala Doležala jego niższa dyspozycja nie jest spowodowana względami fizycznymi, ani zmęczeniem, tym bardziej, że skoczkom minął dopiero trzeci pucharowy weekend tej zimy. Kubacki nie traci jednak ostatecznie nadziei i wierzy, że obecny spadek formy jest chwilowy. – Parę takich kryzysów już przeżyłem. Wierzę, że obecny nie sprowadza się do błędu, którego nie da się naprawić. (…) Jeszcze nieraz będziemy cieszyć się w tym sezonie – zapewnia ósmy zawodnik poprzedniego sezonu.

 

źródło: eurosport.tvn24.pl

 

Dodaj komentarz