You are currently viewing Norwegowie czekali na mistrza 58 lat. Lindvik: „Odkąd byłem małym chłopcem, to był cel i marzenie”
Marius Lindvik (fot. Julia Piątkowska)

Norwegowie czekali na mistrza 58 lat. Lindvik: „Odkąd byłem małym chłopcem, to był cel i marzenie”

Zimowe Igrzyska Olimpijskie były wielką huśtawką emocji dla norweskich skoczków. Najpierw ze względu na pozytywne wyniki testów na obecność koronawirusa startu w Chinach nie byli pewni Johann André Forfang i Daniel Andre Tande. Finalnie drugi z nich pojawił się na skoczniach w Zhangjiakou, ale oczekiwania całego Kraju Wikingów spełnił ostatecznie Marius Lindvik, który na dużym obiekcie został mistrzem olimpijskim. – To był cel i marzenie. To kompletnie szalone – komentował 23-latek.

 

Rywalizacja na normalnej skoczni olimpijskiej mogła być dla Norwegów rozczarowująca. Przed czterema laty w Pjongczangu srebrny medal wywalczył Johann André Forfang, a brąz Robert Johansson. Tym razem najwyżej sklasyfikowanym podopiecznym trenera Alexandra Stöckla był debiutujący na igrzyskach Marius Lindvik, który zajął siódme miejsce. W przypadku skoczka, który tej zimy osiem razy wskakiwał na podium i trzy razy wygrywał, nie był to jednak wynik w pełni satysfakcjonujący.

Na dużym obiekcie w Zhangjiakou, skoczek z Frogner nieopodal Oslo już w treningach spisywał się znakomicie. Lindvik wygrał dwie rundy treningowe, a później dołożył do tego zwycięstwo w kwalifikacjach. Od razu stał się (obok mistrza z normalnej skoczni Ryoyu Kobayashiego) jednym z dwóch głównych kandydatów do złota. W pierwszej serii wyjątkowo równego pod względem warunków wietrznych konkursu, zajmował drugie miejsce. Po skoku na 140,5 metra tracił jednak do faworyzowanego Japończyka 2,2 punktu, co biorąc pod uwagę formę zawodnika z Kraju Kwitnącej Wiśni, mogło się okazać trudne do zniwelowania. W finale Lindvik postawił wszystko na jedną kartę, nie kalkulował, i mimo wiatru w plecy poszybował 140 metrów. To okazało się za dużo nawet dla Kobayashiego. Japończyk wylądował dwa metry bliżej, zabrakło mu 3,3 punktu i z tytułu mistrzowskiego mógł się cieszyć Norweg.

Pracowałem na to odkąd zacząłem skakać na nartach. To był cel i marzenie, odkąd byłem małym chłopcem. To kompletnie szalone, a finałowy skok był jednym z najlepszych w mojej całej karierze. Było tyle radości i adrenaliny, że nie pamiętam co się działo. Różnica między mną, a Ryoyu, była naprawdę niewielka. Trudno powiedzieć, co ostatecznie zrobiło różnicę. To zwycięstwo smakuje niesamowicie i dało mi mnóstwo zabawy – komentował uradowany 23-latek. Dyrektor sportowy norweskiej kadry, Clas Brede Bråthen zapytany o młodego skoczka zauważył, że jednym z bardzo istotnych komponentów jego sukcesu było to, że mimo ogromnego potencjału, nie zdarzyło mu się jeszcze spocząć na laurach. – Jest zwykłym chłopakiem, który po prostu odpuszcza – stwierdził. Sam Lindvik przyznał, że znajdując się już w ścisłej światowej czołówce, cały czas twardo stąpa po ziemi. – Jeśli bym „odleciał”, trzeba byłoby mnie sprowadzić na ziemię. Wyjątkiem są tylko same… skoki – śmiał się.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Marius Lindvik (@mariuslindvik)

Warto zaznaczyć, że Marius Lindvik reprezentujący kraj, w którym skoki narciarskie się narodziły, został pierwszym norweskim mistrzem olimpijskim na dużej skoczni od… 58 lat! Poprzednio ze złota na takim obiekcie cieszył się Toralf Engan, który triumfował w 1964 roku w Innsbrucku. Później Norwegowie mieli jeszcze mistrzów na normalnej skoczni. W 1994 roku w Lillehammer triumfował Espen Bredesen, a w 2006 roku w Turynie (Pragelato) sensacyjnie po złoto sięgnął Lars Bystøl. Łącznie reprezentanci Kraju Fiordów wywalczyli od pierwszych igrzysk w Chamonix 33 indywidualne medale, w tym 23 na dużej skoczni.

 

Bartosz Leja,
źródło: VG.no / informacja własna

 

Dodaj komentarz