You are currently viewing Austria „tylko” z jednym brązem w lotach. Stefan Kraft z rozczarowaniem: „Czułem złość”
Stefan Kraft (fot. Julia Piątkowska)

Austria „tylko” z jednym brązem w lotach. Stefan Kraft z rozczarowaniem: „Czułem złość”

Jeszcze podczas treningowych lotów na Vikersundbakken (HS-240) wydawało się, że to Stefan Kraft jest obok Słoweńca Timiego Zajca najpoważniejszym kandydatem do złotego medalu Mistrzostw Świata w lotach. W konkursie Austriak przez większość czasu był wiceliderem, jednak finalnie zakończył rywalizację z brązowym krążkiem. W drużynówce nie sprostał z kolei wyzwaniu rzuconemu przez Mariusa Lindvika i to Norwegowie cieszyli się z podium. – Czułem złość – nie ukrywał lider ekipy trenera Widhölzla.

 

Mimo, że to Słoweńcy i Norwegowie byli określani mianem głównych faworytów w Vikersund, nie można było zapominać o Stefanie Krafcie, który również jest jednym z najlepszych lotników, a na norweskim „mamucie” dzierży rekord świata. 253,5 metrowy lot z 2017 roku wydawał się podczas tego weekendu melodią przeszłości i jednocześnie wyczynem niebotycznym. Najbliższej tego osiągnięcia był Timi Zajc, który jednak lądując z ogromnymi problemami na 245. metrze miał linię wytyczoną przez Austriaka aż 8,5 metra przed sobą.

W czasie zmagań właściwie jedynie Kraft był nadzieją Austriaków na wyniki na miarę czołówki. W jednym z treningów szybując 238 metrów zrównał się z najlepszym Zajcem, a w kwalifikacjach (230,0 m) i dzień później w serii próbnej (232,0 m) już samodzielnie był najlepszy. W konkursie latał równo, jednak nie tak równo jak złoty medalista Marius Lindvik i nie w tak szalony i bezkompromisowy sposób jak srebrny Zajc. Po trzech próbach na odległość 225,5, 230 i 227 metrów był wiceliderem. Mogło się wydawać, że jako najbardziej doświadczony skoczek ścisłej czołówki zaatakuje liderującego Norwega. Stało się jednak inaczej. 213 metrów oznaczało spadek na trzecie miejsce. Brązowy medal to jednak wciąż sukces i jednocześnie powtórzenie wyczynu z 2016 roku z czempionatu na austriackiej Kulm-Skiflugschanze w Bad Mitterndorf.

28-latek nie ukrywał jednak, że liczył na coś więcej. – Niestety mój ostatni skok nie był wystarczająco dobry, nie odważyłem się zaryzykować. Niestety nie byłem odpowiednio gotowy na loty, tak jak pierwszego dnia. Przez chwilę mogłem więc czuć złość. Po sezonie pełnym chaosu, to i tak wspaniałe osiągnięcie.  Moje cztery próby i tak były ogólnie w porządku – komentował bez większego entuzjazmu. Kraft wciąż imponuje skutecznością w imprezach rangi mistrzowskiej. Po złotym medalu Mistrzostw Świata w narciarstwie klasycznym w Oberstdorfie (2021 r.) to jego kolejna cenna zdobycz. Jednocześnie Austriak po Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie, które poza drużynowym złotem, nie poszły po jego myśli (indywidualnie był 10. i 13.), wrócił do ścisłej czołówki. Warto zauważyć, że wzrost formy zasygnalizował niedługo wcześniej, wygrywając drugi w karierze norweski turniej Raw Air.

Podobnie jak w rywalizacji indywidualnej, tak i w drużynowej Kraft wraz ze swoimi kolegami był w grze o najniższy stopień podium. Wszystkim odlecieli Słoweńcy, swoje skakali też Niemcy. O brąz walczyli więc Austriacy i Norwegowie, jednak tym razem górą byli gospodarze. Co prawda Stefan Kraft uzyskując 224 i 220 metrów był zdecydowanie najmocniejszym ogniwem swojej ekipy, jednak to właśnie na jego zmianie „Wikingowie” za sprawą Lindvika rzutem na taśmę wskoczyli do czołowej trójki, wypychając z niej Austriaków. Przeciętne skoki oddawali Michael Hayböck (216,0 / 213,5 m) i Manuel Fettner (213,0 / 217,0 m), a szczególnie w drugiej rundzie zawiódł Ulrich Wohlgenannt (210,0 / 196,5 m). Ostatecznie ich strata do podium wyniosła 6,9 punktu.

Mój ostatni skok nie podobał mi się już na progu. Inni byli po prostu lepsi. To naprawdę boli, tylko kilka punktów do medalu po ośmiu skokach… Szkoda mi tego zespołu. Pierwsze trzy dni mistrzostw były dla mnie dobre. W ostatnim dniu skoki nie były złe, ale nie były wystarczające. Nie możemy umniejszać naszego występu, było w porządku, ale rywale byli po prostu mocniejsi – nie ukrywał Kraft, po raz kolejny nie ukrywając swojego rozczarowania. Dodajmy, że przez cały czempionat w gnieździe trenerskim brakowało głównego trenera Austriaków, Andreasa Widhölzla, który po kontakcie z osobą zakażoną koronawirusem pozostał w kraju na kwarantannie.

Szansą na wywalczenie upragnionego tytułu mistrzowskiego w lotach będzie dla Stefana Krafta z pewnością 28. edycja imprezy, która odbędzie się w jego ojczyźnie w 2024 roku. Wówczas skoczkowie zmierzą się na Kulm-Skiflugschanze (HS-235) w Bad Mitterndorf.

 

Bartosz Leja,
źródło: ÖSV / Kleinezeitung.at

 

Dodaj komentarz