You are currently viewing Skandaliczne zachowanie reprezentantów Rosji w skokach. Pojawili się na wiecu poparcia Putina
Evgeniy Klimov i Irina Avvakumova (fot. Julia Piątkowska)

Skandaliczne zachowanie reprezentantów Rosji w skokach. Pojawili się na wiecu poparcia Putina

Skandaliczne ujęcia dotarły do nas z Rosji, gdzie na moskiewskim stadionie Łużniki odbyło się wydarzenie popierające rosyjskie działania wojenne na Ukrainie. Jak poinformował Onet, zorganizowano je pod absurdalnym hasłem „Koncert dla świata bez nazizmu”. Najważniejszą postacią był tam prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin, który jest głównym decydentem ws. militarnej inwazji na Ukrainę, a wśród obecnych byli rosyjscy medaliści olimpijscy w skokach narciarskich, Evgeniy Klimov i Irina Avvakumova.

 

Reprezentanci Sbornej zgodnie z podjętą pod koniec lutego decyzją Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (po ówczesnych naciskach ze strony wielu krajowych federacji), zostali wycofani ze startów do końca sezonu 2021/2022. Przypomnijmy, że wcześniej taką decyzję w kwestii udziału Rosjan w Mistrzostwach Świata Juniorów w Zakopanem podjęli polscy organizatorzy. Za opcją rozszerzenia restrykcji na wszystkie zawody FIS jako pierwsi optowali Norwegowie. Wcześniej odwołane zostały wszystkie międzynarodowe konkursy skoków narciarskich, które pod koniec sezonu miały się odbyć w Niżnym Tagile i Czajkowskim. Wszystkie te decyzje były oczywiście pokłosiem rosyjskiej agresji militarnej na Ukrainę i tym, że u naszych sąsiadów ze wschodu zaczęli ginąć cywile.

Początkowo świat sportu dość delikatnie wyrażał pomysł wycofania Rosjan z międzynarodowych rozgrywek sportowych, a przeciwnicy takiego rozwiązania argumentowali, że nie wszyscy reprezentanci Sbornej muszą być przecież zwolennikami Putina. Z czasem okazywało się jednak, że rosyjscy atleci może nie popierali nagminnie prezydenta swojego kraju, ale bardzo często wymownie milczeli, nie zabierając głosu w sprawie wojennej tragedii. Niestety nie brakowało jednak także tych, którzy otwarcie wspierali Putina. W tym gronie znaleźli się niestety także przedstawiciele skokowego środowiska.

Na prowokację podczas zawodów Pucharu Świata zdecydował się Evgeniy Klimov, który w jednym z dniu rywalizacji w stronę kamery pokazał naklejoną na rękawicę rosyjską flagę. Flagę, której jeszcze dzień wcześniej 28-latek nie miał na tej części narciarskiego stroju. Już wcześniej wspominaliśmy też, że po informacji o tym, że Władimir Putin śledził olimpijski sukces i wywalczenie przez swoich rodaków srebrnego medalu olimpijskiego w mikstach, Klimov powiedział: „Jeśli nas słyszy, przesyłamy mu gorące pozdrowienia„. Wówczas z kibica na tak wysokim stanowisku miała się cieszyć również najlepsza rosyjska skoczkini, Irina Avvakumova. Co prawda działo się to jeszcze przed rosyjską inwazją na Ukrainę, jednak ta dwójka nie pozostawiła wątpliwości swoimi ostatnimi gestami.

Zarówno Klimov, jak i Avvakumova pojawili się na moskiewskich Łużnikach na koncercie, który w rzeczywistości był wiecem poparcia dla długo przemawiającego tam Putina. Putina, który decyzją amerykańskiego kongresu został uznany zbrodniarzem wojennym, i który zdecydował się na zaatakowanie niepodległej Ukrainy. Co więcej, tuż obok olimpijskich medali wiszących na szyjach zawodników, widniały duże litery „Z”. Te same, które stały się haniebnym symbolem rosyjskiej agresji, na skutek której na Ukrainie giną ludzie, i te same, które mają na sobie rosyjskie pojazdy militarne. – W Rosji ten symbol stał się ikoną tego konfliktu. Obnoszenie się z tą literą jest wykorzystywane do manifestowania swojego poparcia dla prezydenta Putina i tej „specjalnej operacji wojskowej”. Światła w akademikach święcą się w jej kształt, koszulki są, ludzie malują ją na samochodach – powiedział dr Jakub Olchowski z Katedry Bezpieczeństwa Międzynarodowego UMSC, cytowany przez Polskie Radio.

Trzeba więc wyraźnie podkreślić, że takimi konotacjami i poglądami, rosyjscy sportowcy sami stawiają się poza nawiasem międzynarodowego sportu, który wszak powinien być naznaczony wyłącznie pokojowym podejściem.

 

 

Bartosz Leja,
źródło: Twitter / Onet / Polskie Radio / informacja własna

 

Dodaj komentarz