You are currently viewing Waży się przyszłość Doležala, PZN rozmawia z Pointnerem. „Rozważamy zmianę systemu”
Alexander Pointner i Michal Doležal (fot. Kata Deak / Bartosz Leja)

Waży się przyszłość Doležala, PZN rozmawia z Pointnerem. „Rozważamy zmianę systemu”

Wciąż nie jest pewna trenerska przyszłość Michala Doležala. Coraz więcej jest jednak przesłanek wskazujących na to, że Czech może pożegnać się z funkcją szkoleniowca polskiej kadry. Pewne jest już to, że w grę nie wchodzi scenariusz, w którym 44-latek zostałby w sztabie szkoleniowym w innej roli. Jak wysoko stoją akcje Alexandra Pointnera, z którym rozmowy potwierdza Polski Związek Narciarski? I dlaczego współpracę z Biało-Czerwonymi zakończył specjalizujący się w motoryce Harald Pernitsch?

 

Doležal coraz mniej pewny? Rozmowy z Pointnerem trwają

Od co najmniej kilku tygodni zagęszcza się atmosfera wokół stanowiska trenera polskiej kadry skoczków. Pojawia się wiele głosów dotyczącej koniecznej zmiany w związku z nienajlepszym sezonem w wykonaniu naszych reprezentantów. Wśród potencjalnych następców trenera Michala Doležala wymieniało się Mikę Kojonkoskiego, Macieja Maciusiaka, Alexandra Pointnera czy Ronny Hornschuha. Dzisiaj wiemy już, że z tych kandydatów wykruszył się pierwszy z nich, czyli ceniony w narciarskim środowisku Fin. Ponadto dyrektor Polskiego Związku Narciarskiego Adam Małysz podkreślał, że wizja na przyszłość, którą miał mu przedstawić w ostatnich dniach Czech, zaważy na jego przyszłości w Polsce. Jak pisał Mateusz Król z portalu Sport.pl, Doležal też nie narzeka na brak ofert. Miał ponoć rozmawiać ze szkoleniowcem Niemiec Stefanem Horngacherem na temat powrotu do współpracy właśnie z nim. Przypomnijmy, że kiedy Austriak był trenerem głównym polskiej kadry, to właśnie Czech był jego asystentem.

A jak wygląda aktualne stanowisko PZN w sprawie ewentualnego przedłużenia kontraktu z Doležalem? Po słowach sekretarza generalnego Jana Winkiela można domniemywać, że jest to scenariusz coraz mniej prawdopodobny. Chociaż konkrety, co zrozumiałe, w trakcie sezonu jeszcze nie padają. – Jeżeli chodzi o Michala, na razie jest trenerem kadry i innego wariantu do końca sezonu nie ma. Gdyby nie został jednak trenerem głównym na pewno nie zostanie asystentem potencjalnego następcy. To jest logiczne rozwiązanie, które nie zaburzy dynamiki całej grupy. Nie wyobrażam sobie, aby mógł być asystentem i to nie dlatego, że nie jest specjalistą. Jest świetnym trenerem i co do samego warsztatu nie można mieć do niego zastrzeżeń. Jeżeli podejmiemy decyzję o zmianie trenera głównego i jeśli taka decyzja pojawiłaby się w przypadku Michala, byłaby ona spowodowana chęcią dania nowych impulsów dla zawodników. Przesunięcie go z powrotem do funkcji asystenta nie byłoby takim rozwiązaniem. Rozważamy przede wszystkim zmianę systemu. Gdybyśmy wierzyli, że „Dodo” jest wystarczająco dobrym trenerem, żeby pozostać w kadrze i ten system by działał, to oczywistym jest, że zostawilibyśmy go w roli trenera głównego – mówi nam działacz.

Jednocześnie w rozmowie z nami Winkiel potwierdził, że PZN prowadzi rozmowy z Pointnerem, który wcześniej także sygnalizował takie kontakty. I to właśnie jego nazwisko pada ostatnio najczęściej. – Rozmowy były i są. Rozmawiamy z Alexandrem Pointnerem. To trener, o którym są różne opinie, pozytywne i negatywne. Myślę jednak, że wszyscy, którzy z nim współpracowali, bez względu na to jakie mieli z nimi relacje, potwierdzą, że jest najlepszym menadżerem wśród trenerów w skokach narciarskich. Nie możemy jednakże mylić charyzmy z ofensywnym stylem bycia, bo to są dwie różne rzeczy. Austriaka można go porównać do dyrektora firmy lub menadżera w korporacji, który wiadomo, że musi walczyć o swoje nie tylko wynikami i tym co jest na papierze, ale też otoczką, tym co jest dokoła. Jego charakterystyka odbiega od klasycznych trenerów. To jest dobre, ale rodzi też pewne ryzyko – tłumaczy nasz rozmówca. Z jego słów można wywnioskować, że Doležal jest zupełnym przeciwieństwem Pointnera: – Michal ma bardzo dużo dobrych cech trenerskich, ale nam brakowało czasami u niego takiej „agresji”. Choć z drugiej strony często wychodziliśmy też na plus dzięki spokojowi i braku krzyku…

 

Kandydaci na trenerów, kandydat na asystenta

Zapytany o to, jak wielu potencjalnych kandydatów już zostało skreślonych, Winkiel odparł: – Części kandydatów nie wzięliśmy pod uwagę. W paru przypadkach nasze rozmowy było czysto poznawcze, badaliśmy rynek, ale w niektórych przypadkach nie podobały nam się wizje i koncepcje. Sporo rozmów przeprowadziliśmy z trenerami, których nie planowaliśmy zatrudniać, ale których opinię cenimy. Jedyny kandydat, o którym już wiecie, że się wykruszył, to Mika Kojonkoski. Fin na początku brzmiał racjonalnie, ale później przestał taki być. Maciej Maciusiak? Jest świetnym trenerem z europejskiego topu. I tutaj postawię kropkę. Dodam jednak, że rynek trenerski po dogłębnej analizie jest szerszy, niż się wydaje na pierwszy rzut oka.

Idąc dalej tropem czystych spekulacji, można więc zakładać, że po bardzo prawdopodobnym ponownym rozdzieleniu licznej kadry narodowej na grupę A oraz B, Maciusiak mógłby objąć funkcję szkoleniowca drugiej kadry, którą już wcześniej pełnił.

Wciąż otwarta pozostaje też oczywiście kwestia trenerskiego zaplecza, czyli współpracowników przyszłego „szefa”. Jak już informowaliśmy, taką chęć wyraził m.in. Norweg Joakim Aune, który poprzednią zimę spędził w Chinach. Po bardzo trudnym trenerskim wyzwaniu, 28-latek porozmawiał z nami na temat swojej przyszłości i przyznał, że chciałby spróbować swoich sił w Polsce. Jak wiemy, swoje trenerskie CV wysłał jednak nie tylko do PZN, ale także do Niemieckiego Związku Narciarskiego. – To kim będzie asystent, zależy od tego, kto zostanie głównym trenerem. Po wybraniu przez Zarząd PZN trenera głównego, to on powinien rekomendować swoich współpracowników. Myślę, że to zdrowe podejście. Wtedy trener posiada pełną odpowiedzialność za wyniki sportowe. Jeżeli trener główny nie ma możliwości dorobu współpracowników, to może albo nie zgodzić się na podjęcie pracy, albo nie zgodzić się na podjęcia odpowiedzialności za wyniki – podkreśla Winkiel. Gdyby zatem trenerem pozostał Doležal, musiałby na pewno dokonać zmian w sztabie szkoleniowym. O tym dowiedzielibyśmy się zapewne już podczas finałowych zawodów Pucharu Świata w Planicy. Gdyby nominowany został Pointner, Austriak zapewne zabrałby ze sobą do Polski kogoś z utalentowanych rodaków trenujących młodzież, których w trenerskim światku nie brakuje. Decyzja o zmianie zapadłaby jednak prawdopodobnie nieco później, po Planicy.

 

Pożegnanie z Pernitschem i konieczność pracy „u podstaw”

Joakim Aune kilkukrotnie w rozmowie z naszym portalem podkreślił, że w jego opinii we współczesnym sporcie bardzo istotne są kwestie związane z motoryką i ruchem brane pod uwagę przez pryzmat nauki. Dokładne badania skoczków na słynnej już platformie dynamometrycznej i dostosowywanie treningów do ich indywidualnych możliwości fizycznych wprowadził w polskiej kadrze za czasów trenera Horngachera doktor Harald Pernitsch. Mimo przejścia Austriaka do niemieckiej kadry, ekspert w dziedzinie motoryki pozostał konsultantem Biało-Czerwonych. Przedstawiciel PZN potwierdził nam jednak w dużej mierze informacje Mateusza Lelenia z TVP Sport, który pisał o zakończeniu współpracy Pernitscha z naszą kadrą. – System pracy, który został obrany przez dr Haralda Pernitscha, trochę się wyczerpał. Wydaje się, że za duży nacisk został położony właśnie na jego sposób przygotowań. Wygląda na to, że to, co wycisnęliśmy z jego słynnej platformy dynamometrycznej, mogło osiągnąć swój szczyt. My zresztą mamy własne platformy działające na podobnej zasadzie, więc oczywiście jest to wiarygodne źródło informacji i analizy, ale pytajnik stawiamy przy tym, czy Pernitsch będzie pełnił nadal funkcję trenera od przygotowania motorycznego – mówi.

Jednocześnie w trakcie rozważać o roszadach czysto personalnych, Winkiel zwrócił uwagę na to, co w wielu dyskusjach jest pomijane, czyli poziom szkolenia w polskich klubach. Jego zdaniem przyszły poziom polskich skoków narciarskich powinien być zwiększany przede wszystkim przez odpowiednie podejście do dzieci i młodzieży na etapie klubowym. – Nie zapominajmy, że mamy wielu młodych zawodników. Nie chcemy mieć całej generacji przerwy po zakończeniu kariery przez naszych mistrzów. Trzeba stworzyć hybrydowy system wspierający najmocniejszych, ale jednocześnie starający się włączyć do tego młodych ludzi dążących do „topu”. Nasz system jest inny niż austriacki, norweski czy słoweński. U nich szkolenie młodzieży opiera się głównie na pracy w klubach, które mają lepszą sytuację finansową. I tam młodzi skoczkowie szybko po solidnym szkoleniu w klubie trafiają do Pucharu Kontynentalnego i Pucharu Świata. W Polsce ze względu na trudną sytuację klubów, podobny system jest trochę zaburzony. Wyróżniającymi się zawodnikami na poziomie juniorskim zajmujemy się już na etapie kadrowym. Nie chcę generalizować, bo tak nie jest zawsze, ale im mniej rozwiniętego klubowo zawodnika się dostaje, tym więcej czasu potrzeba w kadrze, aby go zbudować – kwituje.

 

rozmawiał Bartosz Leja

 

Dodaj komentarz