You are currently viewing Lindvik cieszył się z podium, Graneruda nie było na dekoracji. „Byłem rozczarowany”
Norwegowie, Lindvik i Granerud (fot. Julia Piątkowska)

Lindvik cieszył się z podium, Graneruda nie było na dekoracji. „Byłem rozczarowany”

Finał sezonu 2021/2022 był niezwykle emocjonujący do samego końca. Aż do ostatniego konkursu nie było jasne kto sięgnie po dużą i małą Kryształową Kulę, Puchar Narodów oraz… kto zajmie trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Ostatecznie po wyrównanej rywalizacji na najniższym stopniu podium uplasował się Marius Lindvik, który rzutem na taśmę wyprzedził swojego rodaka Halvora Egnera Graneruda.  

 

Marius Lindvik dzięki wygranej w ostatnim konkursie sezonu 2021/2022 do swojego konta w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata dopisał aż 100 punktów, które pozwoliły mu na awans w tabeli i ostatecznie zajęcie trzeciego miejsca w tegorocznej edycji PŚ. Radość jednego z podopiecznych Alexandra Stöckla oznaczała równocześnie powody do niezadowolenia u innego. Lindvik „zepchnął” z trzeciej lokaty swojego kolegę z kadry Halvora Egnera Graneruda, który przegrał wyrównany bój o… cztery punkty. Napięcie u ostatecznie czwartego zawodnika minionej zimy było tak wielkie, że ten nie pojawił się na dekoracji rodaka, w której udział wzięli pozostali Norwegowie. – Byłem bardzo rozczarowany i musiałem na chwilę odejść. Znam siebie dobrze i wiem, że gdybym nie uciekł, mogłoby się to skończyć gorzej – ujawnia Granerud. – Nie żałuję tego, sądzę nawet, że było to całkiem dobre posunięcie z mojej strony – dodał. 

Całą zaistniałą sytuację obserwował szkoleniowiec Norwegii Alexander Stöckl. Co prawda nie skrytykował Graneruda, ale wolałby, aby sytuacja została rozwiązana w lepszy sposób. Pochodzący z Austrii trener zapowiedział również, że skoczków czeka rozmowa w związku ze wspomnianym incydentem. Jednocześnie zaznaczył, że Granerud ma dosyć trudny charakter. – Przede wszystkim wysłucham go, jak sobie radzi i pogadam z nim. Dla wszystkich byłoby lepiej, gdyby był wtedy z nami, ale w jego wypadku nie jest to takie proste – powiedział trener norweskiej telewizji NRK. 

Oprócz wygranej na Letalnicy, Lindvik miał inne powody do zadowolenia. Norweg ustanowił swój nowy rekord życiowy szybując 245,5 metra, poprawiając tym samym o trzy i pół metra rezultat uzyskany w 2020 roku w Bad Mitterndorf. – Teraz jestem szczęśliwy. Czułem adrenalinę i radość – mówił krótko. Tak daleki lot był doskonałym zwieńczeniem sezonu dla 23-latka. Młody Norweg tej zimy zdobył indywidualne mistrzostwo olimpijskie, mistrzostwo świata w lotach, pięciokrotnie stawał na najwyższym stopniu pucharowego podium, a sezon zakończył na trzecim miejscu w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. – To był całkowicie szalony sezon. Osiągnąłem ponad połowę celów, które wyznaczyłem sobie na najbliższe pięć lat. Wnoszę w przyszłość wiele dobrych doświadczeń – zaznacza Lindvik, który teraz celuje w… Kryształową Kulę.

Młody zawodnik rozpoczął sezon mocno przeciętnie – w Niżnym Tagile zajmował kolejno dziewiętnastą i trzynastą pozycję. Tydzień później w Ruce w pierwszym konkursie nie awansował do drugiej serii, a już w kolejnym znalazł się tuż za podium, na czwartym miejscu. Od Wisły do Willingen trwała już znakomita passa, w czasie której ośmiokrotnie stawał na podium i ani razu nie zakończył zmagań poza czołową dziesiątką. Warto zaznaczyć, że Lindvik miałby większe szanse na wcześniejsze zajęcie trzeciego miejsca w „generalce”, gdyby nie odpuszczenie startów w Titisee-Neustadt ze względu na kontakt z zarażonymi koronawirusem członkami kadry. Później Lindvik dorzucił jeszcze dwa pucharowe triumfy i finalnie pożegnał się z sezonem 2021/2022 w znakomitym nastroju. 

Wracając jeszcze na chwilę do jego kapryśnego kolegi… Po pierwszej serii finałowego konkursu w Planicy Halvor Egner Granerud zajmował szesnastą pozycję z 218 metrową odległością, przy równoczesnym prowadzeniu Lindvika w konkursie. W drugiej serii zdobywca Kryształowej Kuli sprzed roku nie złożył broni, uzyskał 243,5 metra, co jednak pozwoliło na awans jedynie na dwunaste miejsce. W ostatecznym rozrachunku do końcowego podium sezonu zabrakło naprawdę niewiele. Wystarczyło zajęcie dziewiątego miejsca w konkursie (do którego stracił 3,5 pkt), by pokonać kolegę z kadry i znaleźć się na „pudle”. 

Niedawno zakończony sezon Granerud rozpoczął znakomicie od trzeciego i pierwszego miejsca w Niżnym Tagile. Wówczas wydawało się, że Norweg znowu zdominuje zimę. Jednak już podczas kolejnego weekendu w Ruce podopieczny Alexandra Stöckla nie awansował nawet do konkursu głównego, a w Zakopanem zakończył zmagania na 48. pozycji. Później było już zdecydowanie lepiej i od Klingenthal do Oslo ośmiokrotnie wskakiwał na podium i tylko dwukrotnie wypadł z czołowej dziesiątki. Kolejny lekki kryzys nastąpił po Raw Air w Oberstdorfie, gdzie w obu konkursach lotów nie wskoczył do finałowej serii. Na zakończenie długiego sezonu z kolei zajmował dziewiątą i dwunastą lokatę w słoweńskiej Planicy. Podczas wielkich imprez w tym sezonie zajął trzecie miejsce w Turnieju Czterech Skoczni, a drużynowo wywalczył brąz podczas Mistrzostw Świata w lotach w Vikersund. Zapewne wielu kibiców zapamięta jednak Graneruda nie za sprawą wyników, a… jego bardzo niebezpiecznych lądowań blisko band okalających zeskok.

 

Anna Fergisz,
źródło: NRK / informacja własna

 

Dodaj komentarz