You are currently viewing Jak wygląda sytuacja polskich klubów? „Pierwsze buty miałem po Martinie Schmitcie”
LOTOS Cup lato 2021 (fot. Ewa Skrzypiec)

Jak wygląda sytuacja polskich klubów? „Pierwsze buty miałem po Martinie Schmitcie”

Skoki narciarskie już od ponad dwudziestu lat mają swój Biało-Czerwony akcent, który w głównej mierze rozpoczął Adam Małysz. W czasach „Małyszomanii” zastanawiano się, czy polskie skoki jeszcze kiedyś będą mieć tak wybitnego zawodnika, dlatego Polski Związek Narciarski podjął decyzję o rozpoczęciu specjalnego programu „Szukamy następców Mistrza”, którego celem było znalezienie następców Orła z Wisły. Czy program spełnił zamierzone oczekiwania? I jak teraz wygląda sytuacja w polskich klubach, porównując je do zagranicznych? – Pierwsze buty miałem jeszcze po Martinie Schmitcie – mówi Maciej Płonka, zawodnik klubu LKS Olimpia Goleszów. 

 

W poszukiwaniu następców 

Euforia spowodowana wybuchem Małyszomanii w Polsce, która była efektem sukcesów Adama Małysza w skokach narciarskich spowodowała, że z inicjatywy Polskiego Związku Narciarskiego w 2004 roku postanowiono utworzyć Narodowy Program Rozwoju Skoków Narciarskich i Kombinacji Norweskiej „LOTOS Szukamy Następców Mistrza”. Dzięki tej inicjatywie szansę przebicia na arenie międzynarodowej z powodzeniem zyskali chociażby Dawid Kubacki, Maciej Kot, Jakub Wolny, Aleksander Zniszczoł, Klemens Murańka, Paweł Wąsek, Tomasz Pilch, Andrzej Stękała, Kacper Juroszek, Kinga Rajda, Kamila Karpiel, Nicole Konderla, czy Anna Twardosz.

LOTOSCupKidsWisla2021 3 300x200 - Jak wygląda sytuacja polskich klubów? "Pierwsze buty miałem po Martinie Schmitcie"
LOTOS Cup Kids Wisła 2021 (fot. materiały prasowe LOTOS Cup / Rafał Rusek)

Zawody z cyklu LOTOS Cup również dzisiaj są okazją dla młodych talentów, aby pokazać swoje umiejętności, które często stają się przepustką do dalszej sportowej kariery. Zawody odbywają się w kilku kategoriach dla mężczyzn: Senior (21 lat i starsi), Junior (19 – 20 lat), Junior Młodszy (17 – 18 lat), Młodzik (15 – 16 lat), Chłopiec Starszy (13 – 14 lat), Chłopiec (12 – 11 lat) oraz Chłopiec Młodszy (10 lat i młodsi). Dziewczęta walczą natomiast w kategoriach: Kobiety (17 lat i starsze), Młodziczka (15 – 16 lat), Dziewczynka (14 – 13 lat) oraz Dziewczynka Młodsza (12 lat i młodsze). Tak liczne kategorie powodują, że osoby w niemal każdym wieku mają możliwość do sprawdzenia się na tle kolegów i koleżanek z innych klubów. 

Oprócz szansy zaistnienia w świecie skoków narciarskich, jaką niosą zawody LOTOS Cup, program ten jest także fundatorem sprzętu.  W latach 2004-2020 Grupa LOTOS przekazała najzdolniejszym zawodnikom z kilkunastu klubów całej Polski 324 komplety nart skokowych z wiązaniami, 263 kombinezony skokowe, 100 kasków, 262 par butów skokowych, a także 78 kompletów nart biegowych z wiązaniami i 52 strojów startowych do narciarstwa biegowego. Najlepsi zawodnicy sezonu mają szansę na pozyskanie stypendium, które znacznie ułatwi dalsze treningi i kontynuowanie przygody ze skokami narciarskimi. Wsparcie finansowe otrzymuje również sześć najlepszych klubów danej zimy, które są ukierunkowane na szkolenie dzieci i młodzieży. Jak jednak wyglądają rzeczywiste realia?

 

„Pierwsze buty miałem po Martinie Schmitcie”

image2 300x200 - Jak wygląda sytuacja polskich klubów? "Pierwsze buty miałem po Martinie Schmitcie"
Maciej Płonka (fot. Ewa Skrzypiec)

Mimo wsparcia Polskiego Związku Narciarskiego, czy specjalnego programu LOTOS Szukamy Następców Mistrza, często nakłady zarówno finansowe, jak i sprzętowe nie są wystarczające. Zawodnicy, którzy są jeszcze dziećmi marzącymi o pięknej i owocnej karierze sportowej, często nie mają szansy na regularne treningi i spełnianie swoich marzeń. Miejsce zamieszkania z dala od głównych ośrodków treningowych często powoduje, że chłopcy i dziewczynki nie mogą wcześniej zacząć swojej przygody z nartami i dopiero w późniejszych latach zaczynają realizować swoje sportowe plany i aspiracje, będąc już często w wieku późnej adolescencji. 

Skoki narciarskie są dyscypliną, która wymaga znacznych nakładów finansowych. Jak zatem polskie kluby radzą sobie z tą kwestią? – Jeśli chodzi o sprzęt, to najwięcej środków dostajemy z programu LOTOS, ale to i tak nie są duże pieniądze. Kombinezony, buty i narty są używane i jeśli ktoś przychodzi do klubu, dostaje sprzęt po starszych kolegach. W zeszłym sezonie dostaliśmy też kilka kombinezonów do przeszycia po polskiej kadrze. Ja swoje pierwsze buty miałem jeszcze po Martinie Schmitcie – mówi nam Maciej Płonka, który na co dzień trenuje w LKS Olimpii Goleszów. – Jeśli chodzi o zamówienie całkiem nowego sprzętu, na przykład butów i nart, klub może sobie pozwolić na taki wydatek dla może dwóch zawodników rocznie. Sam koszt przeszycia kombinezonu to aż 500 złotych – kontynuuje. Czy młodzi zawodnicy mogą liczyć na wsparcie od władz lokalnych? – Możemy też się starać o dofinasowanie ze śląsko-beskidzkiego związku narciarskiego. Jeśli chodzi o gminę, ostatnio dostaliśmy komplet dresów z bluzami i to w zasadzie tyle w ostatnim czasie – przyznał Maciej Płonka. 

 

„Trenowanie skoków to same wydatki”

Szczyrk Skalite 2022 fotEwaSkrzypiec 300x200 - Jak wygląda sytuacja polskich klubów? "Pierwsze buty miałem po Martinie Schmitcie"
Skocznie w Szczyrku (fot. Ewa Skrzypiec)

W ostatnim czasie dużo mówi się, że zawodnicy nie są w stanie sami się utrzymywać i muszą łączyć pracę zawodową ze skokami narciarskimi. W takiej sytuacji jeszcze kilka lat temu był chociażby Andrzej Stękała, który pracował jako kelner, a popołudnia spędzał trenując na skoczni. Z kolei młodzi zawodnicy niemal całkowicie są zdani na pomoc i finasowanie przez rodziców. – Jeśli nie jest się w żadnej kadrze, to nie ma żadnych szans, żeby poświęcić się treningom bez wsparcia rodziców, czy pracy.

Trenowanie skoków to same wydatki na dojazdy i treningi, czy zawody. Jedyna szansa to podium w końcowej klasyfikacji LOTOS Cup, ale to i tak jednorazowa wypłata w okolicach tysiąca złotych, więc można powiedzieć, że to nic. Na studiach można starać się o stypendium sportowe, ale z samych skoków nie da się utrzymać – zauważa Maciej Płonka. 

Największym problemem zdaje się mała liczba obiektów i ośrodków, gdzie młodzi ludzie mogliby trenować skoki narciarskie. Odpowiednia infrastruktura mieści się jedynie w kilku miejscach w Polsce, a ci mieszkający nieco dalej, często muszą wiele poświęcić, by chociaż raz na jakiś czas znaleźć się na skoczni. – W Polsce mamy tylko dwa ośrodki do uprawiania skoków – w Szczyrku i Zakopanem. W innych państwach mają mnóstwo obiektów, gdzie dzieciaki mogą zacząć skakać. U nich również funkcjonuje system zatrudnienia w policji lub służbach mundurowych, kiedy zawodnik po ukończeniu szkoły chce dalej skakać na nartach – kończy Maciej Płonka. W służbach mundurowych wśród zagranicznych skoczków są  chociażby Niemiec Markus Eisenbichler, czy Austriak Philipp Aschenwald. 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Markus Eisenbichler (@markuseisenbichler)

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Philipp Aschenwald (@philipp_aschenwald)

 

Jak wygląda sytuacja za granicą? 

IMG 3146 300x200 - Jak wygląda sytuacja polskich klubów? "Pierwsze buty miałem po Martinie Schmitcie"
Johannes Aardal (fot. Anna Karczewska / PZN)

W obecnej sytuacji słuszne staje się powiedzenie „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”. Wydawać by się mogło, że taki kraj jak Norwegia, z długą i pełną sukcesów tradycją w sportach zimowych, ma wystarczające środki i możliwości, by móc trenować skoki narciarskie. Rzeczywistość klaruje się jednak w nieco inny sposób. Norwescy skoczkowie z lokalnych klubów, lub ci startujący w zawodach niższej rangi, nie otrzymują niemal żadnego wsparcia ze strony klubów, do których należą. Ostatnio pisaliśmy również o problemach w kadrze narodowej norweskich skoczków narciarskich, którzy już kolejnej zimy mogą stracić sponsora. Jeden z norweskich juniorów Johannes Årdal, który na ostatnich Mistrzostwach Świata Juniorów w Zakopanem zdobył wraz z drużyną srebrny medal, aby móc trenować i startować w zawodach… sam szyje kombinezony. – Zazwyczaj muszę sam szyć kombinezony od podstaw, z pomocą krawcowej. Całkowity koszt tego w ciągu sezonu jest bardzo duży, biorąc pod uwagę, że do tej pory, tylko w tym sezonie miałem 6 kombinezonów. Kaski, gogle, buty zazwyczaj kupujemy od sprzedawców i producentów. Muszę też zaznaczyć, że nie wszyscy kupują fabrycznie nowy sprzęt. To normalne, że sprzęt jest sprzedawany wewnętrznie i innym zawodnikom, w tym również za lepszą cenę. Mam szczęście, że większość moich wydatków pokrywam dzięki osobistym sponsorom. Bez nich nie miałbym szans na utrzymanie poziomu rozwoju i rywalizacji, a z punktu widzenia wyników byłby to zupełnie inny poziom – zauważa młody Norweg. 

Benjamin Oestvold PKZakopane2021 fotJuliaPiatkowska 300x200 - Jak wygląda sytuacja polskich klubów? "Pierwsze buty miałem po Martinie Schmitcie"
Benjamin Østvold (fot. Julia Piątkowska)

W przypadku tak młodych zawodników jak urodzony w 2004 roku Johannes Årdal, połączenie treningów na skoczni z nauką często jest nie lada wyzwaniem. Jak zatem młodzi norwescy skoczkowie radzą sobie w tej sytuacji? – Chodzę do „norweskiej szkoły dla najlepszych sportowców”, co można bezpośrednio przetłumaczyć z „Norges toppidrettsgymnas” w Lillehammer. Mają tam program edukacyjny, który łączy szkołę i potrzebne mi zajęcia ze skokami narciarskimi oraz innymi sportami. Ponieważ mieszkam sam i z dala od rodziców, mam prawo do „borteboerstipend” z „Lånekassen”, czyli rząd wypłaca tym, którzy mieszkają z dala od domu, rekompensatę za wydatki. Nie pokrywa to wszystkich kosztów, ale na pewno pomaga. Moja szkoła ma określone godziny, w których możemy ćwiczyć zarówno na skoczni, jak i poza nią – podkreśla reprezentant Kraju Wikingów.

A co w przypadku, jeśli zawodnik ukończy szkołę? – Otrzymujemy wsparcie, dopóki nie osiągniemy określonej liczby punktów na studiach. Po ukończeniu szkoły średniej mogę rozpocząć naukę na uniwersytecie i otrzymywać wsparcie, o ile się uczę i nie mam zbyt wielu punktów naukowych. Potem trzeba pracować albo znaleźć inny sposób na zdobycie pieniędzy – dodaje Årdal. Startujący głównie w Pucharze Kontynentalnym Benjamin Østvold mówi nam, że nie otrzymuje żadnego wsparcia od klubu, a główny nacisk w Norwegii kładziony jest na inną zimową dyscyplinę, jaką są biegi narciarskie. – Aby pozyskać środki do dalszego trenowania, musimy łączyć je z pracą. Jestem jednak szczęśliwcem, bo spotkałem kilku sponsorów w mojej karierze – przyznaje Østvold. 

image1 1 300x200 - Jak wygląda sytuacja polskich klubów? "Pierwsze buty miałem po Martinie Schmitcie"
Erik Kapias (fot. Ewa Skrzypiec)

W krajach, gdzie skoki narciarskie nie są spopularyzowane, zawodnicy nie otrzymują prawie żadnego wsparcia i są zdani sami na siebie. W Słowacji skoczkowie narciarscy jednorazowo dostają nieznaczne wsparcie od lokalnych władz. – Dostaliśmy trochę datków od miasta, ale to nie wystarczy, a rząd nie daje nic – mówi Erik Kapias, uczestnik tegorocznych Mistrzostw Świata Juniorów w Zakopanem, który swoim wynikiem otworzył szóstą dziesiątkę konkursu indywidualnego. Słowaccy skoczkowie głównie trenują w Polsce, gdyż nie mają odpowiedniej infrastruktury w swoim państwie. – Jeździmy do Polski, bo tam są największe skocznie, a nasza największa skocznia to K63. Ciężko jest poprawić moje skoki, ale nie jest to nierealne, mamy ciężki trening na tutejszej siłowni, a na treningi skoków musimy wyjeżdżać, najczęściej do Polski – dodaje Kapias. 

FrantisekLejsek LOTOSCupSzczyrk2022 fotEwaSkrzypiec 1 300x200 - Jak wygląda sytuacja polskich klubów? "Pierwsze buty miałem po Martinie Schmitcie"
František Lejsek (fot. Ewa Skrzypiec)

W czeskich skokach sytuacja również staje się coraz gorsza. Największym problemem Czechów jest brak młodych zawodników, a także niewystarczająca infrastruktura, która sprzyjałaby treningom. Jedyną skocznią, którą wysiłkiem lokalnych działaczy udaje się przygotować do zimowych skoków jest przestarzały 90. metrowy Čerťák w Harrachovie. Jak się jednak okazuje, sytuacja finansowa u Czechów nie jest najgorsza. – Wydaje mi się, że dostajemy spore wsparcie od rządu, ponieważ nie płacimy za siebie zbyt wiele, a dostajemy prawie wszystko – mówi František Lejsek, szesnasty zawodnik MŚJ w Zakopanem. – Sprzęt dostajemy głównie od innych, lepszych zawodników startujących w Pucharze Świata – dodaje Czech. Podobnie jak młodzi norwescy zawodnicy, w szkole również ma indywidualny tok nauczania. – W szkole mam indywidualny plan zajęć sportowych, dzięki któremu mogę startować – mówi nam Lejsek. 

W Słowenii, która w minionym sezonie zwłaszcza pod koniec zimy dominowała zarówno w kobiecych, jak i męskich zawodach Pucharu Świata, sytuacja wygląda nieco lepiej. – W naszym klubie jest wiele trenerów i innych ważnych osób, którzy mają tam dzieci i wykonują wiele pracy za darmo – mówi Gašper Klinec, były skoczek narciarski i brat indywidualnej  Mistrzyni Świata z 2021 roku  Emy Klinec. Spora część sprzętu dla młodych skoczków jest jednak dofinansowana. – Jeśli je

279104478 1037657857102965 8326578403023838053 n 300x183 - Jak wygląda sytuacja polskich klubów? "Pierwsze buty miałem po Martinie Schmitcie"
Narty skokowe (fot. Ewa Skrzypiec)

steś w drużynie narodowej, masz wszystko za darmo. Jeśli nie, musisz zapłacić za swój sprzęt. W naszym klubie jest tylko strój za opłatą. Buty są za darmo, ale masz je na dwa lub trzy lata – dodaje Słoweniec. 

 

Zarówno polscy, jak i zagraniczni sportowcy otrzymują mniejsze, lub większe wsparcie z lokalnych klubów lub sponsorów. W Polsce program „LOTOS Szukamy Następców Mistrza” wspiera kluby, dostarczając im głównie sprzęt, a najlepsi zawodnicy wyróżniani są stypendiami. Często jednak nie są to wystarczające kwoty, dlatego młodzi skoczkowie i skoczkienie są zdani na pomoc rodziców, a w przypadku starszych sportowców, często łączą oni pracę z treningami na skoczni. W pozostałych państwach sytuacja wygląda podobnie. Tak naprawdę dopiero po dostaniu się do światowej czołówki, można utrzymać się z uprawianej dyscypliny. Wcześniej jednak, cytując raz jeszcze Macieja Płonkę – „skoki narciarskie to same wydatki”. 

Anna Fergisz, Ewa Skrzypiec
źródło: informacja własna

 

Dodaj komentarz