You are currently viewing Thomas THURNBICHLER o polskiej kadrze, współpracy z „weteranami” i trenerskiej wizji [WIDEO]

Thomas THURNBICHLER o polskiej kadrze, współpracy z „weteranami” i trenerskiej wizji [WIDEO]

Nowy trener polskiej kadry skoczków, Thomas Thurnbichler tuż po zgrupowaniu ze sztabami szkoleniowymi w Wiedniu opowiedział nam o swojej trenerskiej wizji. Jak będą wyglądały kadrowe realia? Jak zamierza współpracować z kadrą B i juniorską? Jak widzi przyszłą współpracę z Kamilem Stochem, Piotrem Żyłą i Dawidem Kubackim? O tym (i nie tylko) porozmawialiśmy z Austriakiem w treściwym wywiadzie. Poznajcie naszego nowego trenera Biało-Czerwonych!

 

 

Bartosz Leja: Od pewnego czasu mieszkasz w Polsce. Jak Ci się tutaj podoba i czy coś Cię tutaj zaskoczyło?

Thomas Thurnbichler: Nie jestem tu jeszcze zbyt długo. Teraz mam już jednak własne mieszkanie, w którym spędziłem pierwszą noc. Wcześniej przebywałem w hotelu niedaleko siedziby Polskiego Związku Narciarskiego. Kraków bardzo mi się spodobał, to bardzo miłe miasto, jest tu bardzo dużo młodych ludzi. Dobre jest dla mnie także to, że mieszkam niedaleko PZN. Dzięki temu mogę załatwić dużo rzeczy w krótkim czasie. Muszę przyznać, że czasami bariera językowa jest jeszcze problemem, szczególnie w małych sklepach spożywczych. Miałem wczoraj zabawną sytuację, ponieważ naprawdę nie było łatwo otrzymać jedzenie, które chciałem. Naprawdę mi się jednak tutaj podoba, ludzie są tutaj bardzo otwarci i przyjaźni.

 

Poznałeś już jakieś polskie wyrazy?

Tak, podstawowe zwroty takie jak „dziękuję” czy „dzień dobry”. Póki co miałem naprawdę dużo pracy, ale i to powinno zadziałać.

 

Wróćmy do skoków narciarskich. Zakończyliście zgrupowanie z trenerami w Wiedniu. O jakich kwestiach rozmawialiście i co już udało się wypracować?

Przede wszystkim to było bardzo satysfakcjonujące spotkanie. Atmosfera pracy w Wiedniu była bardzo dobra, ponieważ udało się połączyć pracę z wydarzeniami budującymi drużynę jak choćby latanie w tunelu aerodynamicznym. To pozwala przełamywać lody w ekipie, grupa zaczyna się ze sobą spajać. Najważniejszym tematem było dla nas stworzenie całego zespołu trenerskiego. Już w poprzednich tygodniach dużo rozmawialiśmy i ustaliliśmy jak chcemy, aby to wyglądało. Chciałem jednak porozmawiać ze wszystkimi, dlatego trochę to trwało. Skład sztabów szkoleniowych, a także skład kadr skoczków były więc głównymi tematami. Dużo rozmawialiśmy też o kalendarzu zgrupowań. Kolejnym istotnym tematem było to, jak będzie wyglądała współpraca i komunikacja w naszej grupie. Mamy trzy drużyny i nie chcę narzucać poszczególnym trenerom jak mają wykonywać swoją robotę, chcę żeby byli kreatywni. Niektóre kwestie muszą jednak wyglądać tak samo we wszystkich kadrach. Kolejnym tematem była rola fizjoterapeutów, którzy są specjalistami w swojej dziedzinie. Chcemy wykorzystywać cały dostępny potencjał i namawiać także młodych zawodników do korzystania z pomocy fizjoterapeutów. Wprowadziliśmy też do nowego systemu bazowe ośrodki treningowe.

 

Zakładam, że przeanalizowałeś już występy polskich skoczków z ubiegłego sezonu. Co Twoim zdaniem było największym ich problemem i jak to naprawić?

Zaczęliśmy od ogólnej posezonowej refleksji, szczególnie dotyczącej techniki skoków. Oglądałem już oczywiście niektóre skoki polskich zawodników z poprzedniej zimy, w kolejnych tygodniach będę ich oglądał jeszcze więcej. Według mnie głównym problemem było utrzymanie równowagi w pozycji najazdowej. Balans na rozbiegu to fundament skoku. Jeśli ten balans nie jest właściwy, powoduje to kolejne problemy przy wybiciu z progu, a następnie w fazie lotu.

 

Czy miałeś już okazję zobaczyć swoich podopiecznych podczas treningu na siłowni? I kto zrobił na Tobie największe wrażenie?

Póki co byłem obecny na dwóch treningach i przekazałem zawodnikom dwa podstawowe programy treningowej, które powinni wykonywać. Byłem w Zakopanem i Szczyrku, gdzie treningami zajęli się już szkoleniowcy ośrodków bazowych. Ja w tym czasie musiałem załatwić jeszcze pewne sprawy w Innsbrucku, aby finalnie wprowadzić się do Polski. Co do zawodników, zauważyłem ogromną motywację u Piotra Żyły, myślę, że wynika to z jego osobowości. Bardzo profesjonalnie do spraw podchodzi Maciek Kot. Nie chciałbym jednak jeszcze wyróżniać poszczególnych zawodników. Wszyscy spisują się póki co świetnie i widzę po nich motywację. Fajnie było móc już z nimi potrenować. Nie mieliśmy jeszcze zbyt wiele takich okazji, jednak już w przyszłym tygodniu zaczynamy pierwsze zgrupowanie w Krakowie.

 

Od początku mówiło się, że największym wyzwaniem będzie dla Ciebie praca ze skoczkami pokroju Kamila Stocha, Piotra Żyły i Dawida Kubackiego. Czy masz już pomysł na odpowiednie podejście do tych zawodników?

Nie chciałbym ich nazywać starszymi skoczkami, bo nie są jeszcze tacy starzy. Są na pewno bardziej doświadczeni i sporo już wygrali. A praca z takimi zawodnikami zawsze jest nieco inna, ale moje podejście do tych skoczków nie będzie zdecydowanie inne, niż do pozostałych. Możliwe, że w niektórych tematach trzeba być bardziej wrażliwym. Myślę jednak, że w skokach narciarskich nie trzeba traktować każdego zawodnika inaczej, ponieważ są podstawy, które każdy musi wykonać. Uważam, że odnajdę właściwą drogę na dojście do tych zawodników.

 

Czy będziesz chciał skomponować prowadzoną przez Ciebie kadrę z utytułowanych zawodników czy może raczej będziesz chciał mieć wśród podopiecznych połączenie doświadczenia i młodości? Domyślam się, że nie podasz mi jeszcze nazwisk, ale czy będzie to taki mikst?

Tak, będzie to takie połączenie. Będzie doświadczenie, będzie też młody skoczek, ale będą też zawodnicy w „średnim wieku”. Nasza grupa będzie szeroka wiekowo, ale jednocześnie bardzo homogeniczna. Nie będzie jednak wielkich niespodzianek.

 

Pojawiły się pogłoski, że może to być grupa składająca się z tylko czterech skoczków. Możesz to skomentować?

Nie będzie to grupa czterech skoczków, będzie ich więcej. Wciąż będzie to jednak niewielka kadra. Utworzyliśmy trzy grupy, a także ośrodki bazowe. Idea, która za tym stała, polega na lepszej jakości pracy. Wierzę, że trenerzy we wszystkich tych grupach są dobrymi fachowcami. Chcemy trenować w mniejszych grupach, ale robić także wspólne zgrupowania. Będąc jednak w mniejszej grupie, masz po prostu lepszą jakość.

 

Jesteś w świecie skoków narciarskich od bardzo młodego wieku i widziałeś jak ten sport się rozwijał. Co obecnie jest kluczowym elementem dającym zwycięstwa? Wyścig technologiczny trwa, ale wciąż stoją za tym po prostu ludzie, skoczkowie, z ich mentalnością czy technicznymi niuansami… Co jest teraz najważniejsze.

Jeśli spojrzysz w przeszłość, były czasy, w których część fizyczna była najważniejsza. Później nastały czasy, w których drużyny robiły wszystko co możliwe w temacie sprzętu. W obecnych czasach trzeba mieć holistyczne spojrzenie i posiadać pakiet tego wszystkiego. Musisz być mocny mentalnie, fizycznie, technicznie, a także musisz posiadać dobry sprzęt. Nie da się wygrywać mając tylko jedną z tych rzeczy. Trzeba być na „topie” pod każdym względem.

 

Kluczem do sukcesu jest także posiadanie odpowiednich asystentów. Co możesz powiedzieć o Marcu Nolke, Mathiasie Hafele, a także Krzysztofie Miętusie, który pojawił się w Twoim sztabie?

To prawdziwi eksperci. Mathias Hafele pracuje na wysokim poziomie w temacie sprzętu już przeszło 15 lat i ma ogromną wiedzę. Jest też bardzo dobrze zorganizowany. I naprawdę bardzo mu ufam i mając go przy sobie, nie muszę się przesadnio martwić o kwestie sprzętowe, bo wiem że wszystko będzie dobrze działać. Oczywiście będę się temu z bliska przyglądał, ale wiem, że Mathias się tym zajmie. Co do Marca, to specjalista w wielu dziedzinach, ma szeroką gamę doświadczenia. Jemu też ufam w stu procentach, ponieważ już razem współpracowaliśmy i mamy dobrą relację. To Marc będzie moją prawą ręką. Mamy też Krzysztofa, którego nazywamy „Titus” (śmiech). Nie znam go jeszcze zbyt dobrze, ale pamiętam go jako skoczka. Pamiętam też, że miał jeden bardzo dobry sezon, bodajże 2012/2013. To był klasowy zawodnik. Myślę, że czeka nas dobra współpraca. Nie chciałbym, żeby zajmował się tylko sprzętem, jak to miało miejsce w poprzednich latach. To będzie nasz trener techniczny. Powiedzieliśmy mu już, że czasami będzie się zajmował korektą pozycji najazdowej zawodników podczas treningu. Mam nadzieję, że wszyscy zaczniemy myśleć tak samo.

 

Ważną kwestią wydają się też ośrodki bazowe w Szczyrku oraz Zakopanem. Jak będą one wyglądały pod opieką Krzysztofa Bieguna i Wojciecha Topora? I czy będzie to wyłącznie miejsce dla zawodników z kadry nie startujących w zawodach czy może będzie to też szansa dla innych skoczków nie będących w kadrach?

Dopiero wdrożyliśmy te bazy treningowe. Skoczkowie od dawna trenowali już w Szczyrku i Zakopanem, ale nie było tam trenerów odpowiedzialnych za treningi wyłącznie w tych bazach. Dla mnie ważne będzie to, kiedy skoczkowie będą wracać z obozów, to właśnie tam będą mogli kontynuować pracę z trenerem będącym w temacie. Będzie to też szansa dla zawodników nie będących w dobrej formie, aby mieli bezpieczne miejsce do odbudowania formy i powrotu do zawodów. Kontynuacja pracy w takim miejscu to wielka zaleta. Zobaczymy jak to będzie działać. Moim celem jest oczywiście to, aby mieć coraz więcej skoczków w tych bazach. Celem jest także to, aby juniorzy, którzy kończą 20 lat i nie są jeszcze zbyt dobrzy, nie musieli od razu kończyć kariery, tylko mogli kontynuować pracę z trenerami z ramienia Polskiego Związku Narciarskiego. To zasada, którą mamy w Austrii i jak widzisz, dobrze to działa. Mamy wielu dobrych zawodników w niższych kadrach. Jeśli zawodnikowi da się szansę na kontynuowanie kariery, nawet jeśli nie jest w kadrze, może zająć mu trochę więcej czasu, ale wciąż może on wspiąć się na szczyt. Są przecież skoczkowie, którzy zdołali poprawić swoje skakanie stosunkowo późno. Chciałbym, żeby tak się działo.

 

Kiedy spoglądamy na austriacką drużynę, mamy choćby Daniela Tschofeniga czy innych juniorów, którzy otrzymują szanse w Pucharze Świata. Kiedy patrzymy na polskich skoczków, nie ma zbyt dużo juniorów otrzymujących szansę w PŚ. Chcesz to zmienić?

Oczywiście. Liczyć będą się jednak przede wszystkim dobre występy. Jeśli juniorzy będą się dobrze prezentować, będą otrzymywać szanse w Pucharze Świata. Nie możemy im jednak dawać tego jako „prezent”. Musimy jednak pomyśleć o tym, jak popychać młodszą generację do przodu. Mieliśmy w poprzednich latach podobny problem w Austrii, naszych juniorów nie było w Pucharach Świata. Wtedy zacząłem pracę jako trener młodzieży i dużo myślałem o tym, jak doprowadzić ich na szczyt. Starałem się zmienić system, rozważyć temat nominacji na zawody. W Austrii mieliśmy zasadę, że tylko czterech starszych zawodników może startować w zawodach Pucharu Kontynentalnego, a dwóch lub trzech młodszych musi na nie jeździć. Jeśli dwóch zawodników prezentowało podobny poziom, zawsze młodszy jechał na zawody. Nasz system ich preferował. Chcemy takich zmian, rozmawialiśmy już o nich, ale wymagają one czasu. Chcemy młodych zawodników, ale najpierw muszą oni wskoczyć na odpowiedni poziom, wtedy dostaną szansę.

 

Rozmawiałem z Maciejem Maciusiakiem przed Twoją nominacją. Powiedział mi, że liczy na organizowanie testów przed zawodami Pucharu Świata, aby na te zawody jeździli najlepsi zawodnicy, czy to z kadry A, B czy juniorskiej. Zgadzasz się z takim podejściem?

Zdecydowanie, też mam taką filozofię. To też jeden z powodów, dlaczego szybko poznałem, że ja i Maciek myślimy o wielu tematach w ten sam sposób. W naszym planie zgrupowań już uwzględniliśmy specjalne dni, które będą poświęcone na wewnętrzne kwalifikacje, które będą wpływały na nominacje na zawody. Przykładowo kwalifikacje do startów w Wiśle zrobimy już tydzień przed tymi zawodami z udziałem wszystkich kadr. Tak jak wspomniałem, to jak się prezentujesz na skoczni jest kluczem. Najlepsi będą jeździli na Puchar Świata i nie będzie miało dla mnie znaczenia czy będzie to facet z pierwszej, drugiej, czy trzeciej grupy. Musimy przestać myśleć o tym na zasadzie „to jest zawodnik z mojej grupy i jego wezmę na zawody”. Musimy myśleć o wspólnej drodze.

 

Każdy trener staje przed wyzwaniem utrzymania równowagi między surowym reżimem treningowym, a przyjaznymi relacjami interpersonalnymi i dobrą atmosferą w zespole. Jakich rozwiązań używasz, aby znaleźć złoty balans w tym obszarze?

Nie da się tego zaplanować. To raczej kwestia osobowości danego trenera. Jeśli zastanowię się nad moją trenerską karierą, myślę że znalazłem odpowiednie połączenie. Przynajmniej według mnie, bo trudno mi oceniać samego siebie. Potrafię być rygorystyczny i bardzo ważne jest dla mnie to, aby moi współpracownicy byli profesjonalistami, jeśli tak nie jest, da się to wyczuć. Dla mnie najważniejsza jest być drużyną, dopiero później jest pojedynczy sportowiec. Jeśli widzę, że wszystkie rzeczy są dobrze załatwione, trening wykonany i zachowanie jest odpowiednie, wtedy można poczuć więź.

 

Partyjka golfa w Wiedniu była pewnie jednym z pomysłów na dobrą atmosferę?

Oczywiście. Robiliśmy tam także inne rzeczy. Zawsze trzeba znaleźć balans, także z zawodnikami. Finalnie nigdy nie powinni zapomnieć, dlaczego w ogóle zaczęli skakać na nartach. A to najlepsze uczucie, być w powietrzu. Jeśli myślisz tylko „chcę być najlepszy”, to nie zadziała. W skokach narciarskich musi to być połączenie zabawy i profesjonalnego podejścia.

 

Czy myślisz już o konkretnych celach na zbliżający się sezon czy jeszcze nie skupiasz się na wynikach?

Ważnym tematem w mojej pracy jest profesjonalne i systematyczne stawianie celów zarówno sobie, jak i zawodnikom. I ja oczywiście mam swoje cele, jednak póki co jeszcze ich nie wymienię. Mogę jednak powiedzieć, że jeżeli coś robię, chcę odnosić w tym sukcesy. Znam austriacki system, teraz uczę się polskiego systemu, poznaję potencjał skoczków, wkrótce będę mógł powiedzieć o tym więcej.

 

Wróćmy na chwilę do Ciebie. Jestem pewien, że wiele osób rozmawiało z Tobą na temat „podwójnego skoku” w Bischofshofen. Jestem jednak ciekawy, kto był lub jest Twoim idolem i autorytetem w świecie skoków narciarskich?

Zacznijmy od idola. Nie powiem, że był nim Adam… Moimi idolami byli raczej zawodnicy tacy jak Matti Hautamäki czy Bjørn Einar Romøren. To byli znakomici lotnicy, a ja też uwielbiam loty. Jeśli chodzi o trenerskie autorytety, moim idolem był zawsze mój ojciec. Był bardzo dobrym trenerem. Może nie był w pełni profesjonalnym trenerem, ale uczył dzieci w szkole. Także Toni Innauer i Werner Schuster, którzy byli moimi trenerami w szkole w Stams. Odpowiadała mi ich osobowość, są dla mnie wzorem do naśladowania.  

 

Co możemy Ci życzyć na nadchodzący sezon?

Moim życzeniem byłoby to, abyśmy mogli zacząć współpracować jako drużyna. Chciałbym, żeby nasza praca była efektywna. Liczę na połączenie sukcesów i dobrej zabawy i na to, że wydobędziemy z tej drużyny potencjał, który w niej tkwi. To moje życzenia.

 

rozmawiał: Bartosz Leja
montaż wideo: Karol Cześnik

 

Dodaj komentarz