You are currently viewing Eva PINKELNIG o swoich pierwszych skokach, poważnym upadku i roli wiary w życiu [WIDEO]
Eva Pinkelnig (fot. Julia Piątkowska)

Eva PINKELNIG o swoich pierwszych skokach, poważnym upadku i roli wiary w życiu [WIDEO]

Eva Pinkelnig jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych zawodniczek w pucharowej stawce. Według niektórych informacji, zaczęła skakać na nartach dopiero w wieku 24 lat, jednak nam mówi, jak było naprawdę. Porozmawialiśmy z nią także o wierze, która pełni w jej życiu bardzo ważną rolę, dramatycznym upadku w Seefeld, a także o tym, jak długo zamierza kontynuować swoją karierę. Poznajcie najbardziej uśmiechniętą skoczkinię światowej czołówki!

 

 

Bartosz Leja: Jak zdrowie i na jakim etapie przygotowań do sezonu jesteś?

Eva Pinkelnig: Z moim zdrowiem jest wszystko w porządku, a to najważniejsze. Także od strony mentalnej wszystko jest na dobrym poziomie w tym momencie. Ciało nabiera formy. Trening atletyczny przebiega dobrze, aktualnie buduję swoją siłę i staram się nabierać tempa. Jutro zaczynam skakać i naprawdę nie mogę się tego doczekać.

 

W jakim miejscu?

W Tschagguns. To moja „domowa” skocznia. Skaczę tam tak często jak to tylko możliwe z dzieciakami. Zawsze daje mi to dużo radości.

 

Można odnieść wrażenie, że jesteś najbardziej uśmiechniętą zawodniczką w całej pucharowej stawce. Skoki narciarskie dają Ci tyle radości? A może taka jest Twoja osobowość?

Wydaje mi się, że mają na to wpływ obie kwestie. Skoki narciarskie to sport, który daje dużo radości. Gdybym siedziałabym tutaj podczas wywiadu dziesięć lat temu i powiedziałbyś mi, że będę skakać na tak dobrym poziomie, odpowiedziałabym „tak, tak, jasne”… Cieszę się życiem i możliwościami, które otrzymuję dzięki skokom narciarskim. Uczucie, które towarzyszy mi podczas oddania dobrego skoku to najlepsze uczucie na świecie.

 

Według wielu źródeł, swoje pierwsze skoki oddałaś mając 24 lata. W bazie wyników Adama Kwiecińskiego są jednak informacje, że w latach 1998-1999 wystartowałaś jako dziecko w kilku konkursach w Niemczech i Austrii. Jaka jest prawda?

Spróbowałam skoków narciarskich jako dziecko. W tym wieku próbowałam jednak wielu dyscyplin sportu, nie mogłam usiedzieć w miejscu. Zajmowałam się biegami narciarskimi, wspinaczką górską, grałam też w piłkę nożną. Skoków narciarskich spróbowałam po raz pierwszy w wieku 10-11 lat. Byłam dzieciakiem, który lubił rywalizację. Mój tato pracował naprawdę ciężko aby zdobyć wystarczająco dużo pieniędzy, żebym mogła startować w zagranicznych zawodach narciarstwa alpejskiego. Dlatego później nie miałam niestety wystarczająco dużo czasu na skoki narciarskie.

 

Swoją profesjonalną karierę zaczęłaś dość późno. Czym zajmowałaś się wcześniej?

Jak wspomniałam, jako dziecko zajmowałam się wieloma sportami, narciarstwem, piłką nożną, czy wspinaczką. Później skupiłam się na biegach narciarskich, ponieważ pokochałam ten sport i dawał mi on dużo radości. Później z kilku powodów zrezygnowałam i z tego. Nie byłam po prostu wystarczająco dobra. Rozpoczęłam studia i pracę w moim rodzinnym mieście, ale wróciłam też do piłki nożnej i biegania jako do sportów, które można uprawiać na świeżym powietrzu. Kiedy miałam 24 lata, otrzymałam szansę powrotu także do skoków narciarskich. To była możliwość zrealizowania swoich marzeń z dzieciństwa, aby przelecieć na nartach 100 metrów. Szczęśliwie idzie mi całkiem dobrze.

 

Jak to możliwe, że w kilka lat wykonałaś tak ogromny sportowy progres w taki krótkim czasie i odnosisz sukcesy w zawodach najwyższej rangi?

Myślę, że powodów jest wiele. Jednym z nich może być to, że nauczyłam się trochę techniki, jeszcze kiedy byłam młodsza. Nie było we mnie lęku i obaw. Jestem też dobrą narciarką, a to jest pomocne. Nie jestem leniuchem i staram się być fit i żyć zdrowo. Przykładowo pod względem biegowym byłam znacznie szybsza niż jestem teraz, ponieważ obecnie nie mam już tak dużo czasu, aby wyjść pobiegać na 5 czy 10 kilometrów. Teraz jestem wolniejsza, ale to jest również okej, bo teraz nie jest to moim głównym zajęciem. Wkładam w to wszystko dużo pracy i zaczęłam skakać w klubie naprawdę we właściwym czasie. Skacząc jeszcze hobbystycznie, zauważyły mnie właściwe osoby, takie jak Andi Felder. To on dał mi szansę. W każdej karierze jest bardzo duża część szczęścia, reszta opiera się na ciężkiej pracy i wierze w siebie.

 

Spoglądając na swoje dotychczasowe osiągnięcia, z których jesteś najbardziej dumna?

Dwa srebrne medale na Mistrzostwach Świata w Seefeld (2019) zdobyte wraz z drużyną były czymś szalonym. Ponadto trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w sezonie 2019/2020… Nigdy nie pomyślałabym, że uda mi się być na podium tej „generalki”. To moje największe osiągnięcia.

 

W Twoich mediach społecznościowych można zauważyć, że duża rolę odgrywa w Twoim życiu wiara. Czy ten aspekt dodatkowej Ci mocy w sporcie?

Myślę, że wiara pomaga w definiowaniu wartości, które powinniśmy wyznawać jako ludzie. Moje wartości są takie same kiedy wygrywam, czy wtedy kiedy nie awansuję do drugiej serii. Moja wartość jako człowieka jest definiowana innymi rzeczami… Nie mierzy się jej zwycięstwami, jest mierzona różnymi innymi rzeczami. Wiara pomaga również widzieć coś w większej perspektywie. Wiem, że Bóg ma moje życie w swoich rękach i kiedy tam jestem, nie mogę upaść. Ma plan na moje życie, chociaż w międzyczasie dzieje się dużo rzeczy. Bywa, że ​​wpadam w złość czy bywam smutna, jednak ufam, że wszystko dzieje się po to, aby było jak najlepiej. Zdecydowanie mi to pomaga.

 

Można zauważyć, że wiele skoczkiń narciarskich traktuje Cię jako dobrą duszę i bardzo pozytywną osobę. Z kim najbardziej się zaprzyjaźniłaś na skoczni? I czy podczas rywalizacji w skokach narciarskich łatwo o przyjaźnie?

Rywalizacja na skoczni trwa około trzydzieści sekund. Pozostałe 23 godziny i minuty spędzamy czas razem i oczywiście jest w tym czas na zbudowanie przyjaźni. Dwie z moich największych przyjaciółek zakończyło już karierę. Sarah Hendrickson zdecydowała się na to kilka lat temu, a ostatnio zrobiła to niestety Spela Rogelj. Byłam i nadal jestem blisko także z Eleną Runggaldier. Bliską przyjaciółką w austriackiej drużnie jest Chiara Hoelzl… Oczywiście Chiara Kreuzer…

 

Możemy to wyciąć…

Nie jestem jedyna, więcej osób jeszcze się myli… Z Chiarą spędzamy bardzo miło czas i zbudowałyśmy razem przyjazne relacje. Lubię się także z Maren Lundby czy Kathariną Althaus. Jest dużo skoczkiń, z którymi dobrze się bawię, inspirujemy się i bardzo lubię z nimi przebywać.

 

Znasz może polskie skoczkinie?

Kojarzę Kamilę Karpiel. Zawsze jest miło, kiedy polska drużyna jest obok. Staramy się czasem porozmawiać po angielsku, co nie zawsze jest łatwe tak jak z niemieckojęzycznymi skoczkiniami. To bardzo fajny team z dużym potencjałem. Dziewczyny powinny iść do przodu z podniesioną głową. Wierzę, że wielkie rzeczy jeszcze dla nich nadejdą.

 

Zapewne najtrudniejszym momentem w Twojej karierze był wypadek w Seefeld w 2020 roku. To dla Ciebie trudne wspomnienie? I jak groźny był to uraz?

Kontuzja była poważna. Straciłam wtedy ponad litr krwi, który wypłynął z mojego brzucha. Wszystko przez pękniętą śledzionę. Szczęściem w tej sytuacji było to, że niedaleko był Innsbruck, gdzie znajduje się jeden z najlepszych szpitali, w których można przejść operację. To było szczęście w nieszczęściu. Trafiłam na niesamowitych lekarzy, którzy wykonali nieprawdopodobną pracę. Rany zagoiły się dość szybko, ale wciąż mam blizny na brzuchu. A jako sportowcy potrzebujemy tej części ciała i „sześciopaka”, musimy być rozciągnięci, żeby utrzymać w powietrzu równowagę. Wciąż mam przed sobą trochę zabiegów fizjoterapeutycznych do wykonania, mam też do przepracowania kwestie mentalne. Pracuję nad tym dzień po dniu. Poprzedni sezon powrotni był dla mnie prawdziwym rollercoasterem. Było trochę wzlotów, były jednak też upadki. Nie mogę się doczekać, aż zacznę pisać nową kartę już tego lata. Zobaczymy, co się będzie działo.

 

Jesteś jedną z najbardziej doświadczonych skoczkiń w stawce. Czy spoglądasz na takie postaci jak Daniela Iraschko-Stolz czy może Noriaki Kasai myśląc o swojej sportowej przyszłości?

Ta dwójka jest niesamowita, oboje są legendami i to niewiarygodne, co już osiągnęli. Mają też bardzo miły dla oka styl skakania, uwielbiam oglądać ich w locie. Dani była już dla mnie ważną osobą, kiedy skakałam hobbystycznie. Mam przed soba kolejne cztery lata i jeśli moje zdrowie będzie w tym czasie w porządku to możliwe, że wtedy zakończę skakanie. Celem jest zakwalifikowanie się na igrzyska olimpijskiw w Cortinie d’Ampezzo w 2026 roku. Oczywiście w międzyczasie też będzie wiele ważnych wydarzeń, w które celuję. W 2026 roku jednak będę kończyć. Lubię robić wszystko na 100 procent i teraz jeste 100 procentową sportsmenką. Później chcę założyć rodzinę, bo teraz będąc zawodniczką… nie jest to zbyt proste.

 

Waszą wielką gwiazdą jest aktualnie Marita Kramer. Czy uważasz, że jest w stanie zdominować żeńskie skoki narciarskie tak, jak Sara Takanashi czy Maren Lundby?

Zdecydowanie tak. Oczywiście trzeba mieć w tym trochę szczęścia, nie nabawić się kontuzji. Marita pracuje bardzo ciężko, jest bardzo utalentowana i ma szansę pobić ich osiągnięcia.

 

Przed Wami pierwsze w historii konkursy lotów narciarskich kobiet. Nie mogłaś sie tego doczekać czy może spoglądasz jeszcze z obawą na skocznie mamucie?

Czuję to i to. Oczywiście byłam bardzo szczęśliwa, kiedy nadszedł dzień, w którym czołowej piętnastce zdecydowano się pozwolić na loty. Teraz to szczęście jest jednak jeszcze częściowe, a jego pełnie poczuję, kiedy pierwsza kobieta będzie już rozpędzać się na rozbiegu do progu. To będzie wielkiem „bum”, wszystko eksploduje, powiemy wtedy „dokonałyśmy tego, kobiety moga latać”. Ja muszę z kolei pracować ciężko i dopiero zobaczę, co się wydarzy. Skupiam się na „mentalu” i treningach atletycznych. Polecieć 200 metrów… To będzie całkowicie szalone!

 

Jak pamiętasz, Daniela Iraschko-Stolz jest rekordzistką świata kobiet w długości lotu [200 metrów w Bad Mitterndorf w 2003 r. – przyp.red]. Czy uważasz, że Vikersundbakken będzie faktycznie najlepszym miejscem na rozegranie tego konkursu w 2023 roku?

Tak uważam. Skoki narciarskie to sport ekstermalny, jednak rozważając wszystko, Vikersundbakken wydaje się być najbezpieczniejszą skocznią do lotów. Mam nadzieję, że pogoda również wtedy nam dopisze i wiatr będzie lekki lub niezauważalny.

 

Jakie są Twoje plany na najbliższe tygodnie i sezon letni? Czy będziemy mogli Cię zobaczyć na inauguracji Letniego Grand Prix w Wiśle?

Mam taką nadzieję. Plan jest taki, aby wystartować w Wiśle. Działam z dnia na dzień i z tygodnia na tydzień. Jak wspomniałam, zaczynam skakać jutro i później zobaczymy, czy będę gotowa na Wisłę. Byłoby miło, ponieważ w zeszłym roku bardzo mi się tam podobało. To były dwa świetne konkursy.

 

A co uważasz o inauguracyjnych konkursach zimowego Pucharu Świata w Wiśle, które zostaną rozegrane na igelicie?

Odp: Zapowiada się ciekawie. To wczesny start sezonu, będziemy wówczas jeszcze w treningu i tuż po letnich mistrzostwach Austrii, gdzie też będziemy skakać na torach lodowych i igelicie. Dla nas, kobiet, to świetne, że pieniądze, które były inwestowane w produkcję sztucznego śniegu będą zainwestowane w nas. Kolejne konkursy to dla nas dobra rzecz. Wczesny start będzie ciekawy także dlatego, że pokaże kto już wtedy będzie w formie. To będą interesujące i trudne zawody.

 

rozmawiał: Bartosz Leja
montaż: Karol Cześnik
tłumaczenie: Anna Libera

 

Dodaj komentarz