You are currently viewing Szósty triumf Kubackiego w Wiśle. „PESEL rośnie, ale sytuacja się nie zmienia”
Dawid Kubacki (fot. Joanna Malinowska)

Szósty triumf Kubackiego w Wiśle. „PESEL rośnie, ale sytuacja się nie zmienia”

Choć po pierwszej serii wydawało się, że zwycięstwo w inauguracyjnym konkursie Letniego Grand Prix w Wiśle wywalczy inny reprezentant Polski, to jednak Dawid Kubacki atakując z dalszej lokaty zanotował szósty triumf na skoczni im. Adama Małysza (HS-134). 32-latek spisał się znakomicie szczególnie w serii finałowej szybując aż 134,5 metra. – Pokazałem, że do samego końca potrafię walczyć – podkreślił.

 

W trakcie serii próbnej poprzedzającej sobotnie zawody, Kubacki skoczył 119,5 metra, co dało mu piąte miejsce. W pierwszej rundzie uzyskał 123,5 metra i plasował się „dopiero” na ósmej pozycji. Wydawało się, że zdecydowanie większe szanse na triumf ma prowadząca czwórka Biało-Czerwonych, czyli Jakub Wolny, Kamil Stoch, Piotr Żyła, a także Paweł Wąsek. W finale Kubacki odpalił jednak prawdziwą petardę i poszybował aż 134,5 metra, dzięki czemu w spektakularnym stylu pokonał wszystkim rywali. 

Jak sam przyznał, właściwie jedynie w jego finalnej próbie obyło się bez większych błędów, dzięki czemu zyskał pełną aprobatę Thomasa Thurnbichlera. – Trener ponarzekał, ale myślę, że w końcu się dogadaliśmy. Musiałem swoje skoki posklejać do kupy. Zeszło długo, bo dopiero w ostatnim skoku wszystko fajnie wyszło. Ten z serii próbnej i pierwszej rundy były takie sobie i technicznie im trochę brakowało, biję się w pierś. Nie było łatwo atakować z ósmego miejsca i ten atak się udał. Pokazałem, że do samego końca potrafię walczyć i nie jestem na straconej pozycji – komentował.

Finałowa próba Kubackiego to w czasie tego weekendu drugi pod względem odległości skok. Dalej jedynie w pierwszym piątkowym treningu poszybował Andreas Wellinger, jednak Niemiec swoją próbę podparł. Polak zakończył swoją klasycznym telemarkiem. – Dało się to jeszcze wylądować. Wiadomo, że zawsze zależy to od warunków i samego skoku. Dziś lądowałem z dość wysoka, ale zdarzało mi się tu lecieć wyżej. Dzisiaj było w miarę bezpiecznie. Sam pamiętam tutaj swój skok na 139 metrów, po którym wyjechałem na plecach. Wtedy był strach o kolana i czy wyjdę z tego cały. Skończyło się na stłuczonych plecach. Trzeba mieć to z tyłu głowy, bo za wielkością skoczni robi sie tu ciężko z lądowaniem – podkreślił nowotarżanin.

Awans 32-latka z dalszej pozycji mógł niektórym kibicom nasunąć na myśl pamiętne Mistrzostwa Świata w Seefeld w 2019 roku. Wówczas Kubacki po pierwszej rundzie zajmował odległe 27. miejsce, aby finalnie wywalczyć złoty medal. – PESEL rośnie, ale sytuacja się nie zmienia (śmiech). To jednak grubo przesadzone porównanie, bo aż tak dużych różnic punktowych nie było. W drugim skoku siadło tak, jak miało. Miałem też w miarę fajne warunki, bo załapałem się na minimalny wiatr pod narty. Później się to zmieniło, zaczęło też padać, a mokre kombinezony też nie sprzyjają zawodnikom. Wszystko fajnie się dla mnie poukładało i cieszę się z wygranej – skwitował.

Kubacki jednoznacznie stwierdził też, że znakomite wyniki całej reprezentacji Polski to w dużej mierze zasługa nowego trenera, Thomasa Thurnbichlera. – Wszystko wraca na dobre tory, tak jak być powinno. Myślę, że do tych zawodów dobrze była przygotowana nie tylko pierwsza grupa, ale też kadra Maćka Maciusiaka. Od samego początku pokazywaliśmy bardzo wysoki poziom. To my tworzyliśmy czołówkę. Całego podium nie udało nam się zająć, ale… jutro jutro też jest dzień. Trzeba pracować dalej, bo jutro mamy kolejny konkurs. Fajnie by było było zacząć takimi skokami, jak dzisiaj zakończyłem.

 

Karol Cześnik, Bartosz Leja,
informacja własna

 

Dodaj komentarz