You are currently viewing Postęp i duże ambicje Aleksandra Zniszczoła. „Liczyłem na więcej, jest duży niedosyt”
Aleksander Zniszczoł (fot. Julia Piątkowska)

Postęp i duże ambicje Aleksandra Zniszczoła. „Liczyłem na więcej, jest duży niedosyt”

Aleksander Zniszczoł okazał się jednym z najbardziej pozytywnych zaskoczeń letniej inauguracji sezonu w Wiśle. Podczas sobotniego konkursu Grand Prix na skoczni im. Adama Małysza (HS-134) zajął dziewiąte miejsce, a mimo tego… nie zdołał znaleźć się w sześcioosobowej polskiej kadrze na niedzielną rywalizację. 28-latek wciąż widzi w swoich skokach dużą rezerwę, choć warto podkreślić, że w letnich zawodach najwyższej rangi nie był tak wysoko od dziewięciu lat.

 

Podczas piątkowych zmagań przed własną publicznością, wiślanin rozkręcał się ze skoku na skok. Podczas oficjalnych treningów osiągając 117,5 i 122 metry zajmował kolejno dziewiętnaste i czwarte miejsce. Jeszcze lepiej było podczas kwalifikacji, w których 121,5 metrowa odległość dała mu trzecią pozycję. Mimo takich rezultatów, Zniszczoł nie był w pełni usatysfakcjonowany. – Nie mogę być z dzisiejszego dnia w stu procentach zadowolony. To nie były jeszcze skoki na miarę wcześniej oddawanych. Uważam, że nawet ten kwalifikacyjny skok nie był jeszcze dobry. Nie poszedł mi tak swobodnie, „od nogi”. Czułem rywalizację, pojawiło sie małe spięcie, wyszedł pewien „przyruch” i nie wyszło to czysto, w jednym ruchu. Było trochę stresu. Mamy też za sobą pierwsze kontrole sprzętu, zobaczyliśmy czego się można spodziewać – komentował.

W sobotnim konkursie podopieczny trenera Macieja Maciusiaka skacząc 118,5 i 123 metry zdołał przesunąć się z jedenastego na dziewiąte miejsce. Jak się jednak później okazało, nawet obecność w czołowej dziesiątce nie wystarczyła, aby trener kadry A Thomas Thurnbichler nominował go do niedzielnego startu. – Taki był cel. Miałem inny obrazek tych zawodów. Chyba za mało kalafiora zjadłem na obiad (śmiech). Te skoki były po prostu spóźnione, nie jestem z nich zadowolony. Nie jest to wielki problem, to była po prostu dyspozycja dnia. Liczyłem na więcej, jest duży niedosyt – nie ukrywał skoczek kadry B.

Zniszczoł, podobnie jak jego reprezentacyjni koledzy, podkreślał że aktualnie cała biało-czerwona ekipa jest na etapie intensywnych treningów siłowych, które mogą obniżać zdolności techniczne i ograniczać świeżość mięśni. – Zawody w Wiśle są miedzy treningami. Jesteśmy w ciężkim okresie treningowym i nie szykowaliśmy się specjalnie do tych konkursów. Sam co siłownię biję swoje rekordy i jestem ze swojej pracy mega zadowolony. Chciałbym utrzymać takie tempo jak najdłużej. Teraz wchodzimy w rytm startowy po przerwie. Mamy między sobą wewnętrzne konkursy, ale międzynarodowa rywalizacja to jednak fajna sprawa. Dla mnie ważny jest każdy progres, chcę się rozwijać – podkreślił skoczek, który w 2012 roku został wicemistrzem świata juniorów. Czy po dziesięciu latach zdoła nareszcie zagościć w światowej czołówce w gronie seniorów? Na odpowiedź przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Wydaje się jednak, że sporą rolę w sportowym progresie Zniszczoła pełnią także kwestie… pozasportowe. Wiślanin od dłuższego czasu współpracuje z trenerem mentalnym Jakubem Bączkiem, który pomaga mu w przygotowaniach pod kątem psychologicznym. A jak doskonale wiemy, we współczesnej, profesjonalnej rywalizacji jest to niezwykle istotne. Czy dzięki tej współpracy 28-latek mniej odczuwa stres? – Dużo się nauczyłem, jest go troszkę mniej. Gdy potrzebuję rozmowy dzwonię do Kuby i rozmawiamy, przypomina mi o paru kwestiach i wtedy jest okej – przyznał. Ponadto reprezentant Polski prezentuje często w mediach społecznościowych swoje umiejętności gastronomiczne. – Uwielbiam gotować i grillować, stąd się wzięła moja pasja do steków. Byłem na kilku eventach i degustacjach i jest to dla mnie fajna odskocznia – zaznaczył.

 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Aleksander Zniszczoł (@aleksander.zniszczol)

 

Bartosz Leja, Karol Cześnik,
informacja własna

 

Dodaj komentarz