You are currently viewing Trudne początki sezonu Niemców, dolegliwość Eisenbichlera i zaskakujący spokój Horngachera
Markus Eisenbichler (fot. Julia Piątkowska)

Trudne początki sezonu Niemców, dolegliwość Eisenbichlera i zaskakujący spokój Horngachera

Po mocno „średnim” weekendzie w Wiśle, niemieccy skoczkowie liczyli na lepsze rezultaty w uwielbianej przez nich Ruce. Mimo, że ze względu na zagubienie nart, pobytu w Finlandii nie rozpoczęli w najlepszych nastrojach, zapewniają, że wyjechali z niej z pozytywnymi odczuciami i chęcią do dalszej pracy. Trzeba jednak zauważyć, że tak nieudanego początku sezonu nasi sąsiedzi z zachodu nie mieli od dwunastu lat.

 

Weekend w Ruce nie rozpoczął się najlepiej dla niemieckiej ekipy. Ekipa Stefana Horngachera dotarła do śnieżnej Finlandii bez sprzętu, który ze względu na błąd obsługi lotniska, pozostał w Niemczech i został wysłany ze znacznym opóźnieniem. W duchu fair play, po głosowaniu wszystkich kierowników drużyn, organizatorzy zdecydowali się przenieść piątkowe kwalifikacje na sobotni poranek, by dać pechowej drużynie szansę na start.

Bardzo ucieszyliśmy się z tego, że FIS zgodził się przesunąć kwalifikacje o jeden dzień, abyśmy mogli w nich wystartować. Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim osobom, które się do tego przyczyniły. Było to dla nas bardzo ważne – doceniał tę decyzję szkoleniowiec Niemców. Do podziękowań dołączyli się także skoczkowie, którzy jednak żałowali, że przez problemy z bagażami ominęły ich dwa dni treningów. – Bardzo się cieszę, że możemy wystartować. Dzisiaj ekstremalnie wcześnie wzięliśmy udział w serii próbnej. Godzina, o której zadzwonił budzik była niezwykła i było to niezbyt fajne, ale jakoś się odnaleźliśmy – komentował w sobotę Karl Geiger.

Mimo tych niedogodności Niemcy mogą powiedzieć o pewnym progresie, bo sezon nie zaczął się dla nich najlepiej. Żaden skoczek z ich ekipy nie znalazł się w czołowej dziesiątce pucharowej inauguracji w Wiśle. Do drugiej serii jednego z nich nie dostał się Karl Geiger i co mocno zaskakuje, taka wpadka przydarzyła mu się także w Ruce. Brązowy medalista olimpijski zauważa jednak pewną poprawę w swoich próbach. – Wszystko idzie we właściwym kierunku. Miałem kilka skoków, w których wszystko dobrze funkcjonowało. Chwilę potrwa, zanim będę mógł je systematycznie z łatwością odtwarzać, ale to dobry znak, że one się pojawiają. Mogę podsumować ten weekend pozytywnie – komentował zawodnik, który w sobotę zajął szóste miejsce. Co ciekawe, jest to od początku sezonu zimowego najwyższe miejsce niemieckiego zawodnika w zawodach najwyższej rangi. Dodajmy, że w niedzielnych kwalifikacjach Geiger poszybował aż 148 metrów zajmując drugie miejsce, jednak takiego rezultatu nie udało mu się powtórzyć w konkursie. – Skok w kwalifikacjach był ekstremalnie dobry, sprawił mi wielką frajdę. To była pierwsza taka petarda od dłuższego czasu. Niestety potem w konkursie nie udało mi się do niego nawiązać, dlatego byłem bardzo zły – nie ukrywał.

Pozytywów starał się szukać także Markus Eisenbichler, który zajął na Rukatunturi (HS-142) kolejno dziesiąte i szesnaste. – Skoki nie są jeszcze optymalne, ale był to krok w dobrym kierunku. Wiem, że stać mnie na więcej, ale trudniej jest to pokazać. Muszę tylko nadal pracować i się nie poddawać. Będę próbował poprawić lądowanie i wyjście z progu, a latać przecież potrafię – komentował w niedzielę. 31-latek będący najbardziej doświadczonym niemieckim skoczkiem zaznaczył, że podczas zmagań w Finlandii odczuł jedno z lądowań. Po pierwszej serii sobotniego konkursu, Bawarczyk lekko narzekał na ból w kolanie. – Przy lądowaniu przytrzymało mi nartę i wtedy kolano wygięło się na zewnątrz… Przyzwyczaiłem się jednak, że zawsze mnie w takich sytuacjach trochę w nim szczypie – przyznał. W niedzielę pod tym względem było już znacznie lepiej, co w dużej mierze było zasługą kadrowej fizjoterapeutki, Maximiliane Schatter. – Moje kolano ma się już dobrze, nie boli ani nie szczypie. Mam nadzieję, że nie będą mi się już zdarzały takie problemy, ale nawet gdyby się zdarzyły, to mamy świetną fizjoterapeutkę – przyznał Eisenbichler.

W drugim konkursie w Kraju Tysiąca Jezior, zdecydowanie najlepszym z Niemców był Andreas Wellinger, który sklasyfikowany został na siódmym miejscu. Mistrz olimpijski z 2018 roku z Pjongczangu zauważył w swoich skokach poprawę, na co zwracał uwagę także jego szkoleniowiec. W sobotnim finale zobaczyliśmy znakomity skok 27-latka na odległość aż 143 metrów, który pozwolił mu na awans aż o dziesięć pozycji. – Andi jest zdecydowanie na dobrej drodze – mówił po niedzielnej rywalizacji dawny szkoleniowiec polskiej kadry. Warto jednocześnie zaznaczyć, że najwyżej sklasyfikowanym Niemcem w Pucharze Świata 2022/2023 jest aktualnie dość niespodziewanie Pius Paschke, który regularnie punktując zajmuje w „generalce” jedenaste miejsce.

Opuszczając Rukę, trener Horngacher starał się szukać pozytywów. – Uważam, że wszystkim udało się wyraźnie poprawić osiągnięcia, chociaż nie wszystko się potoczyło tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Mieliśmy łącznie trzech skoczków w pierwszej dziesiątce, i to innych, niż w sobotę. Z tego względu możemy być zadowoleni, ale mamy nad czym pracować – mówił. Efekty dalszej pracy naszych sąsiadów z zachodu będziemy mogli ocenić już za dwa tygodnie. Rywalizacja w ramach PŚ w niemieckim Titisee-Neustadt odbędzie się w dniach 8-11 grudnia. Trzeba jednak zauważyć, że tak złego początku sezonu Niemcy nie mieli od sezonu 2010/2011. Wówczas także w pierwszych czterech indywidualnych konkursach sezonu, na podium zabrakło reprezentantów tego kraju. Jedenaście kolejnych zim znajdowali się oni na „pudle” na tym etapie rywalizacji.

 

Kinga Marchela, źródło: DSV
tłumaczenie: Anna Libera

 

Dodaj komentarz