You are currently viewing Thurnbichler po zimnym prysznicu w Ruce: „Kamil nie uwierzył w podjęcie ryzyka. Nie możemy poddawać się stresowi”
Thomas Thurnbichler i Kamil Stoch (fot. Julia Piątkowska)

Thurnbichler po zimnym prysznicu w Ruce: „Kamil nie uwierzył w podjęcie ryzyka. Nie możemy poddawać się stresowi”

Inauguracyjny weekend Pucharu Świata w fińskiej Ruce nie poszedł po myśli polskich skoczków. Biało-Czerwoni zebrali zaledwie 28 pucharowych punktów, za sprawą 21. i 23. miejsca Dawida Kubackiego oraz 21. pozycji Piotra Żyły. Trener Thomas Thurnbichler nie ukrywa, że jego podopieczni nie weszli w zimę w najlepszej dyspozycji. Ponadto niedzielne ryzyko zalecone Kamilowi Stochowi i Aleksandrowi Zniszczołowi… kompletnie się nie opłaciło.

 

Stoch i Zniszczoł mieli zaryzykować

O ile sobotni konkurs w wykonaniu 36-letniego Kamila Stocha można było nazwać wpadką (113,5 m / 43. miejsce), to niedzielne odpadnięcie już w kwalifikacjach (87,5 m / 51. miejsce) można nazwać w przypadku trzykrotnego mistrza olimpijskiego totalną klapą. Tym bardziej, że z konkursem pożegnało się zaledwie czterech skoczków (ponadto Aleksander Zniszczoł, Kazach Nikita Devyatkin oraz zdyskwalifikowany Amerykanin Decker Dean).

Dla Kamila jesienny okres przygotowawczy był dość ciężki. Podczas ostatniego zgrupowania w Lillehammer też borykał się z problemami. Było więc jasne, że w Ruce też nie będzie mu łatwo, bo tutejsza skocznia bywa zdradliwa. Na niej po prostu trzeba być w dobrej formie. Kamil miał podjąć dzisiaj ryzyko aby coś poprawić, jednak wydaje mi się, że on sam nie do końca uwierzył w takie rozwiązanie. Na rozbiegu miał bardzo agresywną pozycję dojazdową i przesadził z pchaniem nogami na progu podczas wybicia. Poszło to w złym kierunku

– nie ukrywa trener Thomas Thurnbichler.

Podobny los spotkał w rundzie eliminacyjnej wspomnianego Aleksandra Zniszczoła, który lądując na 79. metrze zamknął 53 osobową stawkę i mógł oglądać niedzielny konkurs w Ruce w roli kibica.

Olek skakał całkiem dobrze w Lillehammer w zeszłym tygodniu, na miarę czołowej trzydziestki Pucharu Świata. Dzisiaj oczekiwaliśmy od niego, żeby był nieco bardziej aktywny. Wykonał mocniejsze pchnięcie nogami, ale tak jak Kamil trochę z tym przesadził. Zauważyłem jednak, że podjął ryzyko, co było dobre. Na następne tygodnie musimy dla niego znaleźć dobre rozwiązanie

– skwitował występ 29-latka szkoleniowiec z Austrii.

Paweł Wąsek co prawda nie odpadł w kwalifikacjach, jednak tak jak i w sobotę zakończył zmagania już po pierwszej serii konkursowej. W zawodach stojących na bardzo wysokim poziomie, skok na 128,5 metra dał mu dopiero 35. miejsce. Przypomnijmy, że wczoraj 24-latek zameldował się na 34. pozycji.

Paweł zrobił krok w dobrą stronę. Jego forma jest OK, skakał solidnie jesienią i ostatnio w Lillehammer, nie boryka się z większymi problemami. Ten zawodnik nie lubi jednak za bardzo skoczni w Ruce. Paweł ma jednak jasność co robić, kontynuujemy pracę. Jestem pewien, że pokaże dobre występy w następnych konkursach

– skwitował szkoleniowiec Biało-Czerwonych.

Nadzieja w Żyle i Kubackim? Potrzeba pewności siebie

Honor polskiej kadry skoczków ratowali w niedzielnym konkursie w Ruce Piotr Żyła oraz Dawid Kubacki. Pierwszy z nich po skokach na 135,5 oraz 131 metrów zajął 21. miejsce, a drugi uzyskując 129,5 i 130 metrów zameldował się na 23. pozycji. Warto jednak podkreślić, że obu doświadczonych zawodników dzieliła od Krafta przepaść (odpowiednio 82,4 oraz 85,9 punktu).

Piotrek pokazał w ostatnich tygodniach, że podczas imitacji skoków miał jasną wizję co powinien robić, jednak nie przeniósł tego w pełni na skocznię podczas zgrupowania w Lillehammer. Udało mu się to dopiero podczas ostatniej sesji treningowej. W Ruce było to jednak u niego niespójne. Na tak trudnej skoczni trzeba mieć pełną pewność siebie, ponieważ wszystko dzieje się bardzo szybko. Piotrek dzisiaj się jednak poprawił, to kolejny krok do przodu i pod względem techniki idzie to w dobrym kierunku. Jeśli to poskłada, wszystko znowu będzie możliwe. Dajmy mu czas

– zaznaczył z nadzieję Thurnbichler. 34-letni trener polskiej kadry po raz kolejny przypomniał też, że Kubacki nie wszedł w zimowy sezon w pełni sił i wciąż ma pewne treningowe zaległości.

Dawid miał bardzo nierówny okres przygotowawczy. Kiedy byliśmy na Cyprze chciał poskakać, jednak udało mu się odbyć tylko jeden trening. W Lillehammer z kolei zachorował i wziął udział tylko w dwóch sesjach treningowych, podczas których nie był w optymalnej kondycji fizycznej. Do zawodów w Ruce przystąpił zatem mając mniej skoków treningowych od kolegów. Jemu potrzebne jest zaufanie we własne możliwości, które jestem pewien, że wciąż posiada. To zawodnik światowej klasy. Musi dać czas swojemu organizmowi, a w kolejnych tygodniach znaleźć dobry rytm

– tłumaczy Austriak.

Teraz przed polskimi skoczkami kolejne zawody Pucharu Świata, które odbędą się w norweskim Lillehammer. Tam w dniach 1-3 grudnia zawodnicy zmierzą się zarówno na obiekcie normalnym (HS-98), jak i dużym (HS-140). Wszystko wskazuje na to, że obiekty będą do dyspozycji pucharowej stawki także podczas czwartkowych, nieoficjalnych treningów. Być może tam Biało-Czerwonym uda się wdrożyć wskazówki przekazywane przez sztab szkoleniowy. Czy spowodują one poprawę dyspozycji?

Jestem pewny całej drużyny, wierzę w trenerów i skoczków. Musimy mieć jasną wizję i pracować dzień po dniu. Niemcy i Austriacy skaczą bardzo dobrze, a my jesteśmy teraz trochę za nimi. Różnica w metrach w Ruce pokazywała to może nawet bardziej wydatnie, niż jest w rzeczywistości. Pracujemy i walczymy razem każdego dnia. Nie możemy poddawać się stresowi

– skwitował Thurnbichler.

 

Bartosz Leja,
źródło: materiały prasowe PZN

 

Dodaj komentarz