You are currently viewing Dawid Kubacki rozczarowany po kwalifikacjach: „Przy innych warunkach by to zupełnie inaczej wyglądało”
Dawid Kubacki (fot. Julia Piątkowska)

Dawid Kubacki rozczarowany po kwalifikacjach: „Przy innych warunkach by to zupełnie inaczej wyglądało”

Ostatnie rywalizacje to dla Dawida Kubackiego prawdziwa równia pochyła. Po tym, jak w Garmisch-Partenkirchen nie awansował do drugiej serii, w Innsbrucku nie zdołał nawet zakwalifikować się do konkursu. 33-latek przyczyn nieudanego skoku szuka przede wszystkim w bardzo niekorzystnym wietrze.

 

Dawid Kubacki nie ma w ostatnim czasie jakichkolwiek powodów do zadowolenia. Rywalizację w Garmisch-Partenkirchen zakończył już w pierwszej serii, po skoku na 128 metrów. Jak mówił po konkursie, sam jest sobie winien, spóźniając wyjście z progu, czym nie dał sobie szans na wygranie pary z Johannem André Forfangiem. W kwalifikacjach do trzeciego konkursu Turnieju Czterech Skoczni było jeszcze gorzej, bowiem Polak nie wywalczył choćby awansu do konkursu, zajmując 52. miejsce. Co się wydarzyło w powietrzu, że skoczek nie zdołał przekroczyć 110. metrów?

Dawid Kubacki fotJuliaPiatkowska 300x200 - Dawid Kubacki rozczarowany po kwalifikacjach: "Przy innych warunkach by to zupełnie inaczej wyglądało"
Dawid Kubacki (fot. Julia Piątkowska)

Przegrałem głównie z wiatrem. Przy innych warunkach by to zupełnie inaczej wyglądało. Oczywiście ten skok nie był super i widzę trochę swoich błędów. To nie jest tak, że wszystko zagrało. Mając takie warunki, gdzie za bulą jest mocny przeciąg z tyłu, to dokładając błędy to wszystko się potęguje.

– wyjaśniał Kubacki tuż po swoim skoku.

Nie tylko w pierwszej fazie lotu warunki nie sprzyjały reprezentantowi Polski. W dole zeskoku także brakowało wiatru, który pomógłby odratować próbę na tyle, by ze spokojem awansować do konkursu. Skocznia Bergisel okazała się być bezwzględna.

Narty w ogóle nie trzymają na dole. Gdyby coś tu powiało, to byłoby na czym się oprzeć i odlecieć jeszcze parę metrów. Niestety niczego na dole nie było.

– dodał.

Promykiem nadziei początkowo był drugi skok treningowy 33-latka. Wtedy to uzyskał 124 metry i dodając do tego nowy kombinezon wydawało się, że jego skoki będą teraz szły w dobrym kierunku. Skoczek zarzeka się, że gdyby zestawić skok treningowy i kwalifikacyjny, to technicznie wyglądałyby bardzo podobnie i głównym powodem dużo krótszej odległości były niesprzyjające warunki.

Drugi skok treningowy był ok, ale nie jakiś super. Gdyby porównać na nagraniach ze skokiem z kwalifikacji, to pewne wyglądałby podobnie, no ale wtedy na dole przytrzymało w powietrzu i była prędkość, więc dało się odlecieć. Teraz nie trafiłem po prostu. To zawsze boli, bo już wydawało się, że zaczyna lepiej iść, a tu załatwia cię wiatr i trzeba się pożegnać z konkursem.

Przegrane kwalifikacje nie oznaczają jednak, że uszycie nowego kombinezonu nie miało sensu. Jak mówi mistrz świata z Seefeld, przy sprzyjającym wiatru można dzięki nim dużo zyskać, czego dowodem miał być właśnie drugi skok treningowy. 

Myślę, że widać po nas wpływ nowych kombinezonów. Jak się trafi na odpowiednie warunki, to można odlatywać, więc jest to krok na przód.

W środowym konkursie w Innsbrucku wystartuje pięciu Polaków. Kamil Stoch będzie rywalizował w parze z Johannem André Forfangiem, Piotr Żyła z Piusem Paschke, Maciej Kot z Karlem Geigerem, Paweł Wąsek z Valentinem Foubertem, natomiast Aleksander Zniszczoł trafił na najtrudniejszego rywala, bowiem przyjdzie mu zmierzyć się z liderem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata – Stefanem Kraftem. Początek konkursu o godzinie 13:30.

 

Karol Cześnik, Julia Piątkowska
Korespondencja z Innsbrucku

Dodaj komentarz