You are currently viewing Aleksander Zniszczoł bronił honoru Polaków w Lahti: „Ja sobie jakoś poradziłem. To był solidny występ”
Aleksander Zniszczoł (fot. Julia Piątkowska)

Aleksander Zniszczoł bronił honoru Polaków w Lahti: „Ja sobie jakoś poradziłem. To był solidny występ”

Aleksander Zniszczoł w ostatnich tygodniach przyzwyczaił polskich kibiców do tego, że jest najwyżej sklasyfikowanym z Biało-Czerwonych. W piątkowym konkursie Pucharu Świata w Lahti okazał się też jedynym reprezentantem naszego kraju, który zdołał awansować do serii finałowej. – To był solidny występ, skoki na wysokim poziomie. Jestem zadowolony – nie ukrywał.

 

Zniszczoł w każdej piątkowej serii na dużej skoczni w Lahti był najmocniejszym reprezentantem Polski. Jeszcze podczas treningu po uzyskaniu 116 metrów był dwudziesty, jednak później oddawał skoki, które pozwalały mu plasować się w czołowej dziesiątce stawki. Najlepiej było w kwalifikacjach, podczas których skacząc 126 metrów zamknął czołową szóstkę stawki. W pierwszej serii konkursowej poleciał 124,5 metra i awansował do finału z dziewiątą notą. Jak się okazało, był jedynym polskim zawodnikiem, który zdołał znaleźć się w trzydziestce. Z rywalizacją szybko pożegnali się niestety: Maciej Kot, Kamil Stoch, Piotr Żyła i Paweł Wąsek. W drugiej serii Zniszczoł jeszcze się poprawił (126,5 m), co pozwoliło mu wskoczyć na ósmą lokatę.

To był solidny występ. Może jedynie pierwszy skok treningowy był taki na „obczajkę”, ale reszta już w moich możliwościach. Pozostałe skoki były na wysokim poziomie i jestem zadowolony z tego konkursu. W pierwszej serii może nie trafiliśmy z warunkami i to nie była wina kolegów… trzeba było mieć szczęście. Ja sobie jakoś poradziłem, skoczyłem bardzo fajnie. W drugiej serii miałem dobre warunki, ale trochę mnie rozchwiało, bo powietrze miejscami było „dziurawe”

– komentował po swoim piątym konkursie tej zimy zakończonym w czołowej dziesiątce.

29-letni skoczek z Wisły przyznał jednocześnie, że skocznia Salpausselkä (K-116 / HS-130) jest dość nietypowa jak na aktualne standardy i jest obiektem „starego” typu.

W pierwszym skoku mnie to zdziwiło, bo jak byłem w „przejściu”, to nie widziałem końca progu. Sygnał był taki, że muszę podnieść głowę, żeby widzieć bardziej do przodu. Tak też poczyniłem, a z tego wyszła bardziej stabilna, gotowa do odbicia pozycja

– wytłumaczył.

Warto wspomnieć, że po pierwszej serii konkursowej Zniszczoł dość długo przebywał w pomieszczeniu kontrolera FIS, Christiana Kathola. Czym było spowodowane zaproszenie do kontroli sprzętu?

Byłem w tym kombinezonie do kontroli już po skoku treningowym, sprawdzić czy ma jakieś zastrzeżenia. Miał jeden punkt, który zmierzyliśmy. Później z Mathiasem Hafele [odpowiedzialnym za kombinezony w polskiej kadrze – przyp.red.] zmieniliśmy go. Dlatego przyszedłem, powiedziałem że jest zmienione, kontroler sprawdził i było dobrze

– opowiada podopieczny trenera Thomasa Thurnbichlera.

Za skoczkami startującymi w Pucharze Świata dopiero pierwszy dzień rywalizacji w Lahti. W sobotę odbędzie się konkurs drużynowy, w którym Zniszczoł wystąpi na „ostatniej zmianie”, jako lider kadry. Towarzyszyć mu będą: Piotr Żyła, Maciej Kot i Kamil Stoch. W niedzielę rozegrane zostaną kolejne zmagania indywidualne. Tym samym międzynarodowa stawka ma aktualnie bardzo intensywny czas, ponieważ trzy dni trwały również zeszłotygodniowe zmagania w lotach narciarskich w Oberstdorfie.

Po Oberstdorfie byłem zmęczony, ostatni skok oddałem resztkami sił. Nastawienie głowy wcześniej było takie, że są kolejne zawody i wyzwania. Jak wsiadłem do auta w drodze na lotnisko, to tam dopiero zeszła adrenalina, opadły emocje i złapało zmęczenie. Pierwszy dzień w domu był bardzo spokojny

– podkreślił Zniszczoł, którego w przyszłym tygodniu czeka jeszcze dłuższy narciarski maraton. W dniach 8-17 marca skoczkowie będą rywalizować prawie codziennie w norweskim turnieju Raw Air w Oslo, Trondheim i Vikersund.

 

źródło: materiały prasowe PZN

 

Dodaj komentarz