You are currently viewing Dzień pełen mocnych wrażeń – Lahti 1997. Jussi Hautamäki: „Nigdy nie chciałeś zobaczyć czegoś takiego”
Upadek Andreasa Goldbergera z Lahti 1997 (screen NRK)

Dzień pełen mocnych wrażeń – Lahti 1997. Jussi Hautamäki: „Nigdy nie chciałeś zobaczyć czegoś takiego”

Koszmarny upadek Andreasa Goldbergera, Dieter Thoma odmawiający oddania skoku, ojciec Niko Kytösaho na podium – to wszystko wydarzyło się podczas zawodów Pucharu Świata w Lahti 9 marca 1997 roku. Przenieśmy się więc w czasie, bo jest sporo treści do omówienia…

 

Mistrzostwa Świata w Trondheim z 1997 roku z całą pewnością do udanych mogli zaliczyć Finowie. Na normalnym obiekcie złoto zgarnął 19-letni wówczas Janne Ahonen, dokonując brawurowego ataku z ósmego miejsca na półmetku rywalizacji. Rywalizacja drużynowa także poszła po myśli drużyny z Kraju Tysiąca Jezior – to oni mogli cieszyć się medalem z najcenniejszego kruszcu, broniąc tym samym tytułu zdobytego w Thunder Bay dwa lata wcześniej.

Lahti Salpausselka2023 fotWeronikaBrodowska2 300x200 - Dzień pełen mocnych wrażeń - Lahti 1997. Jussi Hautamäki: „Nigdy nie chciałeś zobaczyć czegoś takiego"
Skocznie w Lahti (fot. Weronika Brodowska)

Pierwszym przystankiem w Pucharze Świata po najważniejszej imprezie sezonu było Lahti. Ówczesną Salpausselkę można śmiało opisać jako miejsce niezwykle kapryśne – w 1992 roku przekroczenie punktu K dużej skoczni (114 metrów) było świętem, rok później podobnie, w 1994 roku upadali Robert Meglic czy Mikael Martinsson. Sezon 1994/1995 to zaś przekładanie i anulowanie poszczególnych serii przez niesforne podmuchy wiatru. Mówiąc eufemistycznie – Lahti najprzyjemniejszą z pucharowych lokacji wówczas nie było.

Weekend zimą 1996/1997 składał się z konkursu drużynowego oraz indywidualnego. Pierwsze zawody padły łupem gospodarzy, choć nie obeszło się bez poważnych przeszkód. Mika Laitinen w swojej drugiej próbie spadał z ogromnej wysokości, próbując skrócić skok. Ostatecznie go nie ustał – upadł na dystansie wynoszącym 125,5 metra, zrywając przy tym więzadło krzyżowe. To był dla utalentowanego Fina koniec sezonu, zresztą potem nigdy nie wrócił już do swojej dawnej formy. Gdyby noty ze zmagań drużynowych przekształcić w wyniki indywidualne, najlepszym zawodnikiem dnia byłby Adam Małysz, zwycięzca konkursów z Sapporo i Hakuby tamtej zimy.

JussiHautamaeki fotTuijaHankkila 300x200 - Dzień pełen mocnych wrażeń - Lahti 1997. Jussi Hautamäki: „Nigdy nie chciałeś zobaczyć czegoś takiego"
Jussi Hautamäki (fot. Tuija Hankkila)

Przyszedł czas na niedzielną rywalizację indywidualną. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że aura jest piękna – już we wczesnej fazie konkursu wyraźnie przebiło się słońce. Zdradliwy był jednak wiatr, o czym szybko przekonali się startujący zawodnicy.

To był słoneczny, wiosenny dzień z mocnymi podmuchami wiatru. Pamiętam, że pod skocznią znajdowało się sporo kibiców. Byłem świeżo po mistrzostwach świata juniorów w Calgary, skąd przywiozłem srebrny medal indywidualnie i drużynowo. Wiedziałem, że tutaj także mogę pokazać się z dobrej strony. Nie stresowałem się, byłem przyzwyczajony do takich warunków atmosferycznych  

– relacjonuje po latach Jussi Hautamäki, uczestnik zawodów w Lahti z 9 marca 1997 roku.

Sensacja kroiła się już po próbie skoczka z numerem drugim. Pasi Kytösaho, ojciec Niko, odleciał na 115 metr, przekraczając punkt K fińskiego obiektu. Jak się potem okazało, był to rezultat, który dał zawodnikowi z Kraju Tysiąca Jezior pierwsze i ostatnie podium Pucharu Świata w karierze. Potem udało mu się zapunktować już tylko trzykrotnie. Tyle szczęścia w Lahti nie miał Wojciech Skupień, czyli pierwszy z trzech startujących Polaków. Wiatr w plecy zepchnął zakopiańczyka na 81,5 metra. Mimo pogodowych turbulencji zawody te były szczęśliwe dla Jussiego Hautamäkiego, który w jednoseryjnych zmaganiach był szósty (112,5 m).

Cieszyłem się z mojego małego sukcesu w obecności rodzimych fanów. Przed skokiem bardziej martwiłem się tym, że dostanę wiatr w plecy, niż potencjalnymi podmuchami z boku skoczni, które mogły narobić więcej szkody. Pamiętam, że rozmawiałem też z innymi zawodnikami z Finlandii – nie martwili się zbytnio warunkami. U nas takie wiosenne dni z mocnym wiatrem to coś powszechnego 

– wspomina nasz rozmówca.

Dla gospodarzy był to naprawdę dobry dzień pod względem wyników – w czołowej dziesiątce poza wspominanymi Kytösaho i Hautamäkim zameldowali się także solidny Jani Soininen (3. miejsce, 115 m), bardzo chimeryczny tamtej zimy Kimmo Savolainen (5. miejsce, 112,5 m) i świeżo upieczony mistrz świata z Trondheim, Janne Ahonen (7. miejsce, 111,5 m). Gorzej sytuacja prezentowała się w obozie japońskim – bez punktów konkurs ukończyły ważne postacie kadry: Takanobu Okabe, Hiroya Saitoh oraz Noriaki Kasai. Wszyscy wymienieni zawodnicy znajdowali się w czołowej piętnastce klasyfikacji generalnej PŚ, a w Lahti nie dolecieli nawet do… 75 metra. Warto wyróżnić z tego grona próbę Okabe, która była rozpaczliwym ratowaniem się przed upadkiem. 

Goldberger Andreas fot.Bartosz.Leja  300x201 - Dzień pełen mocnych wrażeń - Lahti 1997. Jussi Hautamäki: „Nigdy nie chciałeś zobaczyć czegoś takiego"
Andreas Goldberger (fot. Bartosz Leja)

Na pechowej, 31. lokacie uplasował się Robert Mateja, lądując na 85 metrze. Znamienne, że skok w tych okolicach prawie dał Polakowi punkty na skoczni dużej. Jeszcze gorsze dystanse osiągali Stefan Horngacher (79,5 m), Lasse Ottesen (77 m) czy Francuz Nicolas Dessum, który nie dostał nawet noty końcowej za swój skok. Z trudnej walki obronną ręką wyszedł na szczęście Adam Małysz, kończąc konkurs na 16. pozycji (101,5 m).

Z numerem 48 ruszał Andreas Goldberger, Jak się okazało, na stracenie. Utytułowany Austriak dostał mocny podmuch wiatru, stracił panowanie nad sobą w locie i boleśnie upadł na zeskok, następnie się po nim zsuwając. Trenerzy w gnieździe zamarli, kibice szybko się uciszyli, a do dwukrotnego zdobywcy Kryształowej Kuli natychmiastowo przybiegła ekipa medyczna. Skończyło się na poważnej kontuzji ramienia, wskutek której Goldi nie mógł już startować zimą 1996/1997. To był jednak punkt, który niejako rozpoczął bardzo trudny okres w jego karierze. Na antenie ORF niedługo potem wyznał, że zażywał kokainę w jednym z wiedeńskich klubów. Następstwem tej wypowiedzi było zawieszenie przez Austriacki Związek Narciarski i konflikt zawodnika z federacją. Legenda skoków była nawet bardzo blisko startów w barwach Jugosławii, ale bardziej szczegółowe opowiedzenie tej historii byłoby tu sporą dygresją…

Ten upadek zmienia postrzeganie konkursu. Nigdy nie chciałeś zobaczyć czegoś takiego, ale wówczas w naszym sporcie takie zdarzenia nie były rzadkością. Znane dziś korytarze powietrzne wtedy nie istniały. Po prostu skakaliśmy dalej, dopóki nie wydarzyło się nic złego

– mówi Jussi Hautamäki.

Peterka Primoz WC.Planica.2016 fot.Bartosz.Leja  300x200 - Dzień pełen mocnych wrażeń - Lahti 1997. Jussi Hautamäki: „Nigdy nie chciałeś zobaczyć czegoś takiego"
Primož Peterka (fot. Bartosz Leja)

Na górze Salpausselki zostało dwóch zawodników: Dieter Thoma i lider PŚ, Primoz Peterka. Niemiec podjął jednak bardzo odważną decyzję – zrezygnował z występu. Nie jest to dziwne, skoro kilkanaście minut wcześniej doszło do dramatu. W rozmowie z telewizją ARD tuż po konkursie tłumaczył, że zwyczajnie nie chciał, by przytrafiło mu się to samo, co Goldbergerowi. Sam widział, że zmagania miały ekstremalny przebieg i uznał swoją decyzję za słuszną. Co ciekawe, ten sam manewr Thoma powtórzył dwa lata później, także podczas loteryjnej rywalizacji… w Lahti. Wtedy przyłączył się już do niego Martin Schmitt.

Jak skończyła się próba Peterki? Słoweniec spadł na 71,5 metra, co ostatecznie zamknęło temat tych feralnych, jednoseryjnych zmagań. Dieter Thoma na antenie niemieckiej stacji komentował, że jego zdaniem 18-letni wówczas zawodnik postanowił skoczyć, by spróbować zdobyć cenne punkty w walce o Kryształową Kulę. Przypomnijmy, że przed konkursem na Salpausselce Peterka miał 113 punktów przewagi nad Niemcem. 

Jeszcze w 1997 roku duża skocznia w Lahti została przebudowana. Punkt konstrukcyjny przeniesiono na 116 metr, zamontowano siatki przeciwwiatrowe oraz igelit. Zimą 1997/1998 było już spokojniej, ale w późniejszych latach pogoda pod Salpausselką jeszcze nie raz dawała o sobie znać w dobitny sposób. Bieżący weekend Pucharu Świata w Finlandii raczej nie przyniesie nam tak trudnych doznań, jak 27 lat temu. Różne upadki wciąż jednak mogą się zdarzyć, co pokazuje zeszłotygodniowy przypadek Benedikta Holuba z Oberstdorfu.

 

Wiktor Marczuk,
informacja własna
   

Dodaj komentarz