You are currently viewing Aleksander Zniszczoł poleciał po rekord. „Była euforia. Na razie jestem czwarty w Polsce, ale mamy jeszcze Planicę”
Aleksander Zniszczoł (fot. Zuzanna Janeczek)

Aleksander Zniszczoł poleciał po rekord. „Była euforia. Na razie jestem czwarty w Polsce, ale mamy jeszcze Planicę”

Aleksander Zniszczoł był jedynym jasnym punktem reprezentacji polskich skoczków podczas weekendu z lotami narciarskimi w norweskim Vikersund. 30-latek wygrał jeden z piątkowych treningów, a w konkursach dwukrotnie meldował się w czołowej dziesiątce stawki. Ponadto znalazł się w gronie dziesięciu najlepszych zawodników całego turnieju Raw Air, a niedzielne zmagania okrasił nowym rekordem życiowym wynoszącym 243 metry. – Super uczucie, była euforia po tym skoku. Naprawdę jestem zadowolony z takiego wyniku – cieszył się podopieczny trenera Thomasa Thurnbichlera.

 

Aleksander Zniszczoł już w piątkowych seriach udowodnił, że tej zimy na skoczniach do lotów narciarskich czuje się bardzo dobrze. Nasz reprezentant wygrał nawet pierwszą rundę treningową (227,5 m), a w drugiej zameldował się na trzeciej pozycji (234,0 m). Jednocześnie zbliżył się do swojego rekordu życiowego (235,5 m), który ustanowił przed rokiem na Letalnicy (K-200 / HS-240) w słoweńskiej Planicy. Podczas piątkowego prologu na Vikersundbakken (K-200 / HS-240) poszybował 228,5 metra i zajął piąte miejsce. Tym samym przed sobotnia rywalizacją mógł być pełen optymizmu.

To był fajny dzień, dużo frajdy dały mi te skoki. Skoki koło 230 metrów dają radość. Może na początku była jakaś obawa, bo to zmiana obiektu, ale po pierwszym skoku był „full gaz” i nastawienie „bawimy się”. W pierwszym skoku nie utrzymałem do końca pozycji najazdowej, drugi skok poszedł bardzo fajnie, ale potem dostałem trochę nartami za bardzo. W kwalifikacjach poszedł za wcześnie i za bardzo do przodu. Odczułem to zbliżając się bardzo szybko do buli, ale nie wyhamowałem prędkości i leciałem później na sam dół. Sam się dziwiłem i śmiałem, że tyle z tego skoczyłem, bo jak zobaczyłem bulę, zrobiło mi się ciepło. Mimo tego, że nie ma tu tej wysokości, jest prędkość i czuje się, że jest się w stanie skoczyć dalej

– przyznał Zniszczoł, charakteryzując latanie na norweskim „mamucie” w Vikersund.

Chciałbym skoczyć nowy rekord życiowy i tu jest szansa, żeby to zrobić

– zapowiadał 30-latek przed sobotą. Jak wiemy, sobotnia rywalizacja w Raw Air nie doszła do skutku, a na skoczni zapanował wówczas wiatr. Po decyzji jury zmagań, zawodnicy mieli w perspektywie dwa niedzielne konkursy – jeden przełożony z soboty (jednoseryjny) oraz drugi, który zwieńczy rywalizację w norweskim cyklu (trzyseryjny).

Przed południem Zniszczoł poleciał 219,5 metra i w jednoseryjnym konkursie zajął dziesiąte miejsce. Zapewnił sobie tym samym obecność w czołowej trzydziestce klasyfikacji generalnej Raw Air i tym samym – udział w finałowym konkursie. I już w pierwszej rundzie reprezentant Polski zrobił to co zapowiadał – skutecznie powalczył o swój nowy rekord życiowy. 243 metry dało mu po pierwszej kolejce znakomite czwarte miejsce i perspektywę walki nawet o podium. W kolejnych rundach Zniszczoł uzyskał 217,5 oraz 220 metrów i ostatecznie zajął w finałowym konkursie w Vikersund bardzo dobre siódme miejsce.

Super uczucie, była euforia po tym skoku i naprawdę jestem zadowolony z takiego wyniku. Było też ciekawie, bo w drugiej serii zacząłem podkurczać nogi, żeby to „przenieść”, ale przeniosłem i 217,5 metra było… Na razie jestem czwarty w Polsce, ale jeszcze mamy Planicę

– skwitował wiślanin nawiązując do swojej nowej życiówki. Przypomnijmy, że w gronie reprezentantów Polski dalej latali jak dotąd: rekordzista kraju Kamil Stoch (251,5 metra w Planicy w 2017 r.), Piotr Żyła (248 metrów w Planicy w 2019 r.), a także Maciej Kot (244,5 metra w Vikersund w 2017 r.).

Jednocześnie dzięki awansowaniu do samego finału zmagań w Vikersund (w ostatniej, trzeciej serii wystartowało dziesięciu najlepszych), Aleksander Zniszczoł przesunął się też w górę klasyfikacji generalnej turnieju Raw Air. Przed niedzielnym finałem zajmował dziewiętnaste miejsce, a ostatecznie awansował na dziewiątą pozycję. Taki rezultat był możliwy nawet mimo wpadki w Oslo, gdzie nasz reprezentant zajął w loteryjnym i wietrznym konkursie dopiero 41. miejsce.

Po Oslo faktycznie myślałem, że to już pozamiatane, ale udało się. Cel spełniony, jest czołowa dycha. Po konkursie w Oslo osiągnąłem też swój cel, bo chciałem podwoić liczbę punktów z zeszłego roku. To się udało, teraz są loty i trzeba się bawić. Fajnie byłoby w Planicy pobić rekord Polski, ale musieliby tam trochę wkopać skocznię w dół

– śmiał się Zniszczoł podsumowujące rywalizację w Vikersund.

Dodajmy, że w finałowym niedzielnym konkursie na Vikersundbakken, pozostali Biało-Czerwoni zakończyli rywalizację już po pierwszej rundzie. Bardzo przeciętnie spisał się Piotr Żyła (184,5 m / 26. miejsce), a kompletnym rozczarowaniem były próby Dawida Kubackiego (146,0 m / 28. miejsce) oraz Kamila Stocha (105,0 m / 30. miejsce).

Finał sezonu 2023/2024 odbędzie się w dniach 21-24 marca na skoczni do lotów narciarskich w słoweńskiej Planicy. Już teraz wiemy, że najwyżej notowanym polskim skoczkiem w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata będzie Aleksander Zniszczoł. 30-latek ma na swoim koncie 446 punktów i zajmuje teraz 21. miejsce. Ponadto w klasyfikacji PŚ w lotach jest jedenasty z dorobkiem 82 punktów. I wiele wskazuje na to, że może to być lider polskich skoków narciarskich na kolejne lata.

 

źródło: materiały prasowe PZN

 

Dodaj komentarz