You are currently viewing Eva Pinkelnig w Planicy: „Mam nadzieję, że za kilka lat zobaczę dziewczyny latające na Letalnicy”
Eva Pinkelnig (fot. Julia Piątkowska)

Eva Pinkelnig w Planicy: „Mam nadzieję, że za kilka lat zobaczę dziewczyny latające na Letalnicy”

Eva Pinkelnig w wielkim stylu zwieńczyła udany dla siebie sezon 2023/2024. Austriaczka wygrała finałowy konkurs na normalnej skoczni (K-95 / HS-102) w Planicy i zajęła drugie miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Gdyby nie absencja w czterech pierwszych konkursach zimy, 35-latka miałaby szansę nawet na drugą z rzędu Kryształową Kulę. Po zakończeniu rywalizacji w Słowenii opowiedziała o swoich wrażeniach, a także przyznała, że skoki narciarskie kobiet potrzebują więcej impulsów do rozwoju. Uchyliła także rąbka tajemnicy w kwestii losów swojej dalszej kariery.

 

Czwartkowy finał sezonu w Planicy był dla Evy Pinkelnig bardzo udany. Austriaczka najpierw skoczyła 94,5 metra i wygrała pierwszy trening, a w drugim zdecydowała się na absencję. 35-latka czuła się na normalnym obiekcie bardzo pewnie i koncentrowała się już na konkursowej rywalizacji. W pierwszej serii uzyskała 100,5 metra i gromadząc 119,1 punktu wyprzedzała drugą w stawce Kanadyjkę Alexandrię Loutitt (100,0 m) o 1,5 punktu. W finale podopieczna trenera Bernharda Metzlera poszybowała 103,5 metra i tym samym o metr pobiła oficjalny rekord skoczni należący do 2014 roku do jej rodaczki Danieli Iraschko-Stolz oraz Japonki Sary Takanashi. Gromadząc 244,9 punktu Pinkelnig zanotowała piętnaste zwycięstwo w karierze (szóste w sezonie) i jednocześnie 44. podium w sportowym dorobku (trzynaste tej zimy).

Warto zaznaczyć, że ze względu na kontuzję kolana (częściowe zerwanie więzadła krzyżowego przedniego i uszkodzenie łąkotki), Pinkelnig odpuściła cztery pierwsze konkursy sezonu w Lillehammer i Engelbergu. Austriaczka nie zdecydowała się jednak wówczas na operację, którą doradzali jej lekarze, tylko postawiła na nieinwazyjną, alternatywną metodę leczenia. Dzięki temu skutecznie goniła rywalki i ostatecznie przed nią w pucharowej klasyfikacji była jedynie 19-letnia Słowenka Nika Prevc.

To był dla mnie niesamowity sezon z trudnym początkiem spowodowanym kontuzją kolana. Dziękuję zespołowi, który pracował bardzo ciężko nad moim powrotem. Normalnie w takiej sytuacji nie byłoby mnie na skoczni trzy miesiące, my zrobiliśmy to w 6-8 tygodni. Później niesamowite było zwycięstwo w Oberstdorfie. Podwójna wygrana na własnym terenie w Hinzenbach była jeszcze lepsza. Teraz ustanowiłam rekord skoczni i po raz kolejny okazałam się najlepsza. Do tego zdobyłam drugie miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata i razem z całą drużyną wygraliśmy Puchar Narodów. To niesamowite

– wyliczała Pinkelnig.

Warto wspomnieć, że w poprzednim sezonie 2022/2023 to właśnie ona okazała się najlepszą skoczkinią całego sezonu i zgarnęła Kryształową Kulę. Zapytana o to, czy łatwiej było bronić wówczas prowadzenia, czy gonić rywalki mające nad nią przewagę, odparła:

Tak naprawdę nie skupiam się na wynikach czy miejscach, które osiągam w trakcie sezonu. To praca dziennikarzy. Skupiam się na każdym kolejnym skoku i na tym, aby za każdym razem być w stu procentach obecna podczas skoku. Chcę dawać zawsze całą siebie i cieszyć się z każdego momentu w tym sporcie.

Już przed finałowym konkursem w Planicy pojawiło się sporo dyskusji dotyczących faktu rozgrywania do tylko na normalnym obiekcie HS-102 (K-95). Podczas gdy mężczyźni kończą zimę na „mamuciej” Letalnicy (K-200 / HS-240), kobiety nie otrzymały nawet szansy na poskakanie choćby na dużej skoczni HS-138 (K-125). A przecież jeszcze w czasie poprzedniego weekendu latały na norweskiej Vikersundbakken (K-200 / HS-240). Co na to sama Pinkelnig?

Nie miałam tego w głowie. Całkowicie skupiłam się na tej skoczni i na rzeczach, które mam do wykonania lub mogę zmienić i wyszło mi to całkiem dobrze. Oczywiście jednak skoki narciarskie kobiet wciąż czeka długa droga. Zrobione zostały już pewne kroki, ale potrzebujemy kolejnych. Jeśli chodzi o loty narciarskie, powinnyśmy się pojawić na kolejnej skoczni, choćby w Oberstdorfie. Mam nadzieję, że za kilka lat sama zobaczę dziewczyny rywalizujące na skoczni do lotów w Planicy

– powiedziała 35-latka, która wyraźnie nie wierzy w to, że kobiety otrzymają konkurs na Letalnicy przed zakończeniem jej kariery. Dodajmy, że niedawno Pinkelnig skrytykowała jury zawodów w Vikersund, sygnalizując że osoby decyzyjne nie traktują skoczkiń w pełni poważnie i często ustawiają im zbyt niskie belki startowe, które skutkują osiąganie niezbyt imponujących odległości.

Często mogliby umożliwić nam osiąganie lepszych prędkości na rozbiegu. Później przecież można obniżyć belkę, tak robi się w skokach narciarskich mężczyzn. Jury podejmowało dziwne decyzje przez całą zimę. Jeśli chodzi o loty narciarskie, potrzebujemy po prostu więcej doświadczenia i większej prędkości, aby móc przyjąć odpowiednią pozycję do lotu i nauczyć się radzić sobie z wszystkimi elementami. Nasze jury ma więc wciąż potencjał do nauki

– wbiła szpilkę w FIS w rozmowie z austriacką telewizją ORF.

Austriacka skoczkini jest aktualnie najstarszą zawodniczką w pucharowej stawce. W związku z tym mogą się pojawiać pytania dotyczące jej sportowej przyszłości. Czy zobaczymy ją na skoczni w kolejnym sezonie? Wszystko wskazuje na to, że tak będzie.

Ten sezon był wystarczająco długi. Jestem już nim zmęczona, dużo się działo i to była niesamowita zima. Po poprzedniej było sporo presji, abym miała kolejny dobry sezon. Sprostałam tym wymaganiom bardzo dobrze. Udowodniłam, że poprzedni sezon nie był wyłącznie kwestią szczęścia. Potwierdziłam też, że jestem bardzo dobrą skoczkinią i należę do światowej elity. Już niedługo pewnie nie będę się mogła doczekać rozpoczęcia kolejnego sezonu

– usłyszeliśmy. Przypomnijmy, że w 2025 roku w norweskim Trondheim odbędą się Mistrzostwa Świata w narciarstwie klasycznym, a w 2026 roku Zimowe Igrzyska Olimpijskie rozgrywane w Mediolanie i Cotrina d’Ampezzo. Wiele wskazuje więc na to, że Pinkelnig poskacze jeszcze dwa sezony. W czerwcu 2022 roku Austriaczka powiedziała nam:

Mam przed sobą kolejne cztery lata i jeśli moje zdrowie będzie w tym czasie w porządku, to możliwe, że wtedy zakończę skakanie na nartach.

 

Bartosz Leja,
korespondencja z Planicy

 

Dodaj komentarz