You are currently viewing Co zatrzymało rozpędzoną na początku zimy Pagnier? Francuzka zdradza kluczowy czynnik!
Joséphine Pagnier (fot. Joanna Malinowska / Sport w Obiektywie)

Co zatrzymało rozpędzoną na początku zimy Pagnier? Francuzka zdradza kluczowy czynnik!

Niespodziewana liderka Pucharu Świata Pań wyraźnie straciła początkowy rozpęd w kolejnych po Engelbergu weekendach sezonu. Choć o Kryształowej Kuli nie myślała, presja na wynik, szczególnie po udanych treningach i kwalifikacjach, powodowała u niej słabsze występy. Mimo tego, w ogólnym rozrachunku odczuwa wyraźną satysfakcję i podkreśla, jak niewiele rywalek było wyżej od niej w klasyfikacji generalnej.

 

Joséphine Pagnier była rewelacją pierwszych weekendów minionego sezonu w kobiecych skokach. Dzięki drugiemu miejscu i zwycięstwu w Lillehammer 21-latka założyła plastron liderki klasyfikacji generalnej na koniec inauguracyjnego weekendu. Niemniej udany był dla niej start w Engelbergu, gdzie ponownie zwyciężyła, a także zajęła 4. lokatę. Mimo świetnego wejścia, nawet nie pojawiła się u niej myśl, by rozgrywki zakończyły się dla niej zdobyciem Kryształowej Kuli.

Josephine Pagnier fotJoannaMalinowska 300x200 - Co zatrzymało rozpędzoną na początku zimy Pagnier? Francuzka zdradza kluczowy czynnik!
Joséphine Pagnier (fot. Joanna Malinowska / Sport w Obiektywie)

Myślenie o Kryształowej Kuli byłoby prawdziwym brakiem skromności! Dla mnie to trochę jak maraton: możesz prowadzić przez pierwsze dwa kilometry, ale to nie znaczy, że na koniec wygrasz. Muszę nadal trzymać się planu i radzić sobie z biegiem zdarzeń po swojemu.

– mówiła w wywiadzie z Nordic Mag po konkursach w Szwajcarii.

Francuzka miała stuprocentową rację, porównując skoki do maratonu. Podopieczna Damiena Maitre w kolejnych konkursach nie stanęła już na podium ani razu. Przez resztę sezonu balansowała głównie na poziomie pomiędzy pierwszą i drugą dziesiątką. Co ciekawie, wiele udanych skoków oddawała w seriach treningowych i kwalifikacjach. Te jednak nie zawsze udawało jej się przełożyć na dwie mocne próby w konkursach. Przeważnie tylko jeden z nich był na miarę jej możliwości. W kwietniowej rozmowie z Nordic Mag zdradziła, co było powodem, że po rywalizacji w Engelbergu ani razu nie zameldowała się w najlepszej trójce.

Problemem było to, że narzucałam na siebie zbyt dużo presji. Oddawałam bardzo dobre skoki w treningach i kwalifikacjach. To sprawiało, że jeszcze bardziej chciałam uzyskać jak najlepszy wynik w konkursie. Za bardzo skupiałam się na rezultatach, a nie na tym, jakie zadania powinnam zrealizować.

– wyjaśniła Pagnier, która w dalszej części rozgrywek najlepszy wynik osiągnęła w Hinzenbach, gdzie była czwarta. W sezonie 21/22 to właśnie tam wywalczyła swoje pierwsze podium w PŚ Pań.

Mimo utraty rozpędu z początku zimy, Francuzka bardzo dobrze ocenia swój sezon i pozostaje w wesołym nastroju. To jej najlepsza zima w karierze, co sama podkreśla faktem, jak niewiele rywalek było lepszych od niej w klasyfikacji generalnej po finałowym konkursie w Planicy. Finalnie przed nią, poza triumfatorką w sobie Niki Prevc, znalazły się także Eva Pinkelnig, Alexandria Loutitt, Yuki Ito, Jacqueline Seifriedsberger i Nika Križnar.

Wiedziałam, że jestem w najlepszej dziesiątce, ale nie sądziłam, że na tym miejscu, na którym faktycznie się znalazłam. Największe wrażenie robi na mnie fakt, że przez cały sezon tylko sześć dziewczyn było silniejszych ode mnie! To powoduje u mnie wielkie uczucie radości.

– cieszy się z końcowego rezultatu.

W końcowym etapie zmagań Pagnier po raz drugi w karierze miała okazję doświadczyć lotów narciarskich w Vikersund. Po zeszłorocznym występie, w którym nie udało jej się przekroczyć choćby 160. metrów, skoczkini czuła duży niedosyt, a chęć poprawienia rekordu życiowego oraz pokazania pełni umiejętności podczas lotów motywowało ją przed kolejną zimą. Cel w postaci poprawienia życiówki udało się zrealizować, bowiem najpierw osiągnęła 168 metrów, a w drugiej serii już 181 metrów i ta odległość zagości przy jej nazwisku przynajmniej do kolejnych lotów z jej udziałem.

Nadal loty to dla mnie skomplikowana sprawa, ale robię progres krok po kroku. Tym razem poszło lepiej niż w zeszłym roku, a rekord poprawiłam do 181 metrów. Jestem trochę zawiedziona, że nie jestem w gronie tych, które mają już 200 metrów na koncie, ale mam przez to cel na kolejny start w lotach.

– opowiada.

 

 

Karol Cześnik
Źródło: Nordicmag.info

Dodaj komentarz