You are currently viewing Lovro Kos: „Gdyby ktoś powiedział mi w lipcu, że sezon będzie dla mnie tak udany, nie uwierzyłbym.”
Lovro Kos (fot. Julia Piątkowska)

Lovro Kos: „Gdyby ktoś powiedział mi w lipcu, że sezon będzie dla mnie tak udany, nie uwierzyłbym.”

Miniony sezon Słoweńcy mogą zaliczyć do udanych, ponieważ aż pięciu różnych zawodników będących pod skrzydłami Roberta Hrgoty stanęło na najwyższym stopniu podium. Jednym z nich był Lovro Kos, który ma za sobą najlepszą zimę w karierze, zakończoną w najlepszej dziesiątce klasyfikacji generalnej. Na początku sezonu jednak nie załapał się nawet do kadry na Puchar Świata.

 

Historię Lovro Kosa z minionego sezonu można uznać za jeden z ciekawszych wątków związanych z tą edycją rozgrywek o Puchar Świata. 24-latek z Lublany został dziewiątym zawodnikiem klasyfikacji generalnej zimy 23/24, notując 2 zwycięstwa indywidualne i łącznie 3 razy meldując się na konkursowym podium. Wynik ten jest tym bardziej godny szacunku, że pierwsze dwa weekendy sezonu zupełnie do niego nie należały. Ba, skoczek nie znalazł się nawet w drużynie na Rukę i Lillehammer. Kos pozostał w Słowenii, a Robert Hrgota na piątego zawodnika awizował do drużyny Žigę Jelara.

Jest na całkiem wysokim poziomie, ale myślę, że brakuje mu jeszcze spokoju. Jeśli będzie dalej zmierzał dobrym kierunku, może pojechać z nami do Klingenthal. Kiedy wybieram skład na konkursy, decyzja o wyborze ostatniego skoczka zawsze jest najtrudniejsza.

– mówił trener o Kosie dla telewizji RTV SLO.

Jelar zawiódł, zdobywając jedynie 7 punktów w czterech rywalizacjach i zgodnie z obietnicą Kos otrzymał powołanie w miejsce 26-latka na trzeci weekend sezonu. Na Vogtland Arenie udowodnił trenerowi swoją wartość, najpierw zajmując 30. miejsce, a kolejnego dnia plasując się tuż za podium po skokach na 142,5 oraz 133 metry. Wspólnie z Anže Laniškiem w pierwszej serii dali widzom pokaz dalekich lotów.

Lovro Kos fotJuliaPiatkowska 300x200 - Lovro Kos: "Gdyby ktoś powiedział mi w lipcu, że sezon będzie dla mnie tak udany, nie uwierzyłbym."
Lovro Kos (fot. Julia Piątkowska)

Gdyby wcześniej ktoś mi zaproponował 4. miejsce, brałbym je w ciemno. Mam nadzieję, że udowodniłem trenerowi, że może na mnie liczyć.

– stwierdził po zakończeniu rywalizacji.

Kos nie wypadł już ze składu do końca sezonu, a w kolejnych konkursach tylko potwierdzał, że należy na niego stawiać. Wkrótce, aż dwukrotnie, tuż za podium plasował się podczas Turnieju Czterech Skoczni (w Oberstdorfie oraz Innsbrucku). Szczególnie blisko podium był na Bergisel, gdzie do 3. lokaty zabrakło mu zaledwie 0,8 pkt. Później przyszedł czas na PolSKI Turniej, gdzie Słoweniec w dalszym ciągu nie spuszczał z tonu. W Wiśle, w parze z Anže Laniškiem triumfował najpierw w rywalizacji duetów, a następnie w konkursie indywidualnym zajął ponownie 4. lokatę. To był już czwarty raz, kiedy uplasował się na tym miejscu. W tamtym momencie można było w nieco żartobliwym tonie stwierdzić, że Kos przyspawał się do 4. miejsca.

Nie byłem rozczarowany brakiem podium. Cieszy mnie tak wysokie miejsce w konkursie. Stabilność formy na wysokim poziomie to podstawa by osiągać dobre wyniki.

– mówił nam na koniec weekendu na skoczni im. Adama Małysza.

PolSKI Turniej Kos zakończył 2. miejscem w drużynie oraz 9. pozycją indywidualnie w Zakopanem. Mistrzostwa Świata w Lotach w Bad Mitterndorf skoczek z pewnością również zaliczy do udanych, bowiem zajął w nich 5. lokatę, a drużynowo wywalczył złoty medal z Timi Zajcem oraz braćmi Prevc. Następnie w Willingen nieco obniżył loty, zajmując 10. i 16. miejsce. Wkrótce jednak miały w Pucharze Świata nadejść chwile, jakich Kos jeszcze w życiu nie przeżywał.

Przełamanie klątwy czwartego miejsca przyszło w Stanach Zjednoczonych. Słoweniec dokonał tego z przytupem, bowiem jednocześnie odniósł pierwszą wygraną w karierze. Po skokach na 123,5 oraz 125 metrów pokonał Ryoyu Kobayashiego o jedynie 0,8 pkt. W momencie ogłoszenia wyników końcowych podopieczny Roberta Hrgoty nie dowierzał w takie rozstrzygnięcie rywalizacji. Drugą rywalizację indywidualną zakończył na 2. miejscu wspólnie z Philippem Raimundem.

Za mną niesamowity weekend. Zmagania w Lake Placid zapamiętam na długo.

– cieszył się 24-latek.

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez FIS Ski Jumping (@fisskijumping)

Po dwóch weekendach słabszych rezultatów w Sapporo i Oberstdorfie, Kos odniósł drugie zwycięstwo w karierze. Tym razem szczęśliwym miejscem okazało się być Lahti. Kos triumfował w piątkowym konkursie, zorganizowanym dodatkowo w miejsce odwołanej rywalizacji w Szczyrku. O 5,4 pkt. pokonał dobrze dysponowanego Andreasa Wellingera. W tamtym momencie Słoweniec wspiął się na 5. miejsce klasyfikacji generalnej. W kolejnych konkursach jednak wyraźnie obniżył loty, zajmując lokaty w drugiej i trzeciej dziesiątce. Dopiero w ostatnim konkursie w Planicy udało mu się raz jeszcze znaleźć w gronie najlepszych, zamykając pierwszą dziesiątkę.

W klasyfikacji generalnej zajął ostatecznie 9. miejsce, tracąc od czasu zwycięstwa w Lahti 4 pozycje. Po czasie można jedynie gdybać co by było, gdyby podopieczny Roberta Hrgoty dostał szansę od początku sezonu. Sam zainteresowany zapytany przez nas o nieobecność w Ruce i Lillehammer nie miał żalu do szkoleniowca o brak powołania. Stwierdził nawet, że przedłużone przygotowania i nieco późniejsze wejście do rywalizacji wyszło mu na dobre.

LovroKos PSLahti2024 fotJuliaPiatkowska 300x200 - Lovro Kos: "Gdyby ktoś powiedział mi w lipcu, że sezon będzie dla mnie tak udany, nie uwierzyłbym."
Lovro Kos (fot. Julia Piątkowska)

Dobrze się stało, że opuściłem pierwsze konkursy. Dało mi to czas na lepsze przygotowanie się do rozgrywek i dzięki temu notuję występy na tak wysokim poziomie.

– powiedział nam w Wiśle.

Gdy zawodnikowi przyszło w Planicy podsumować sezon, wyraźnie cieszył się z osiągniętych rezultatów i miejsca w klasyfikacji generalnej. Sam nie spodziewał się, że miniona zima będzie dla niego w takim stopniu udana. Przed kolejnym sezonem nie chce sobie w związku z tym podnosić oczekiwań. Stwierdza, że obniży sonie nieco poprzeczkę i skupi się na radości ze skakania i odpowiedniej technice, a wyniki powinny dzięki temu przyjść same.

Bez wątpienia to był sezon powyżej oczekiwań. Gdyby ktoś powiedział mi w lipcu, że tak będzie wyglądał, nie uwierzyłbym. Poprzeczka jest postawiona wysoko, ale obniżę ją nieco, aby nie mieć zbyt wysokich oczekiwań na przyszłość. Trzeba się cieszyć skokami, a każdy punkt jest coś wart i należy punkty przyjmować ze świadomością, że się na nie zapracowało. Zwycięstwa są dodatkowym impulsem do dalszej pracy, ale podkreślam, że nie będę dążył do zwycięstw, ale do prawidłowej techniki. Potem przyjdą rezultaty.

– podsumował w rozmowie z RTV SLO.

 

 
 
 
 
 
Wyświetl ten post na Instagramie
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Lovro 🐦‍⬛ (@lovro_kos99)

 

Karol Cześnik
Źródło: informacja własna / RTV SLO / Sloski.si

Dodaj komentarz