You are currently viewing Jakub Jiroutek o przygodzie brata z polską kadrą B: „Do tej pory pracowaliśmy w małych drużynach. To była spora zmiana”
Jakub Jiroutek (fot. Julia Piątkowska)

Jakub Jiroutek o przygodzie brata z polską kadrą B: „Do tej pory pracowaliśmy w małych drużynach. To była spora zmiana”

Jakub Jiroutek ma przed sobą drugi sezon w roli szkoleniowca męskiej kadry Włoch. Pod jego skrzydłami odblokowują się Giovanni Bresadola i Alex Insam, a do świadomości kibiców coraz odważniej przebija się Andrea Campregher. Z czeskim szkoleniowcem porozmawialiśmy jednak nie tylko o tym: poruszone zostały też wątki pracy w Polsce Davida Jiroutka oraz sytuacji skoków narciarskich w ojczyźnie trenerskiego rodzeństwa.

 

Alex Insam fotJuliaPiatkowska 300x200 - Jakub Jiroutek o przygodzie brata z polską kadrą B: „Do tej pory pracowaliśmy w małych drużynach. To była spora zmiana"
Alex Insam (fot. Julia Piątkowska)

Rok temu Jakub Jiroutek rozpoczął swoją drugą przygodę w szeregach reprezentacji Włoch. Pierwsza miała miejsce w latach 2009-2014, kiedy najpierw wraz z Roberto Ceconem, a następnie samodzielnie był odpowiedzialny za męską kadrę. Ostatnie miesiące w wykonaniu zawodników Azzuri są naprawdę dobre. Alex Insam zapewnił swojej reprezentacji najlepsze miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata (27.) od czasu Cecona z sezonu 2001/2002. Solidnie prezentował się też Giovanni Bresadola, a pojedyncze, godne zapamiętania „bomby” odpalał Andrea Campregher. Nie obyło się jednak bez kłopotów w postaci dyskwalifikacji – te u Włochów były nadzwyczaj częste. Z różnych powodów, bo nie chodziło tylko o sprzęt. Zdarzały się takie sytuacje, jak Alex Insam ruszający na czerwonym świetle czy Giovanni Bresadola niezgodnie z przepisami pojawiający się w szatni podczas konkursu duetów.

Puchar Świata jest w tej chwili na tak wysokim poziomie, że trzeba podejmować ryzyko w każdej sprawie. Te dyskwalifikacje nie były błędami kontrolera, tylko skutkami odważnych posunięć moich zawodników. To oni przy swoich występach odpowiadają za sprzęt, w jakim skaczą 

– mówi Jakub Jiroutek.

Czeski trener jest jednym ze zwolenników neurocoachingu, czyli specjalnej metody szkoleniowej spopularyzowanej w polskich skokach narciarskich za sprawą Marca Nölke. Polega ona na odkrywaniu ludzkiego mózgu i jego możliwości, analizuje ludzką psychikę, zachowania i sposoby podejmowania decyzji. Jakub Jiroutek przedkłada neurocoaching nad fizyczne treningi. 

Ja nie patrzę na pojedyncze wyniki czy rezultaty. Dla mnie najważniejsza jest droga, jaką moi zawodnicy przechodzą, by osiągnąć sukces. Patrzę na rezerwy, jakie w sobie mają i próbuję je z nich wycisnąć. To nie jest tak, że dzielimy nasze treningi na siłowe, dynamiki i kondycji. Staram się zaglądać do mentalności moich podopiecznych, słucham tego, co oni mówią, potrzebują i chcą. Najważniejsze jest myślenie, jakie przyjmujesz w poszczególnych momentach. Uważam, że skoki narciarskie w 95% skupiają się na psychice

– opowiada młodszy z czeskiego, skokowego rodzeństwa.

Kiedy rok temu przybyłem do włoskiej kadry, to na naszym pierwszym obozie w Planicy zwróciłem się do moich zawodników: „Wszystko jest możliwe. Możecie być tacy, jak Kamil Stoch, Dawid Kubacki czy Stefan Kraft. Wszystko zaczyna się w waszej głowie”. Alexowi Insamowi powiedziałem, że teraz jego życie jest ustabilizowane, mieszka razem ze swoją dziewczyną już od jakiegoś czasu. Skoro prywatnie mu się wiedzie, to czas to przełożyć na formę sportową. I ma za sobą świetny sezon

– dodaje Jiroutek.

Giovanni Bresadola BM2024 fotJuliaPiatkowska 300x200 - Jakub Jiroutek o przygodzie brata z polską kadrą B: „Do tej pory pracowaliśmy w małych drużynach. To była spora zmiana"
Giovanni Bresadola (fot. Julia Piątkowska)

Przypomnijmy, że jeden z czołowych skoczków reprezentacji Włoch, Giovanni Bresadola, podczas finałowego weekendu PŚ w Planicy doznał poważnego upadku. Nie tylko on wywrócił się wówczas w Słowenii: z podobnymi kłopotami spotkali się Timi Zajc, Anže Lanišek, Decker Dean czy Casey Larson. Diagnoza wobec „Gio” była nieubłagana: zerwanie więzadła krzyżowego i długa rehabilitacja. Jakub Jiroutek zaznacza, że takie sytuacje przypominają o ryzyku, jakie niosą za sobą skoki narciarskie.

Giovanni w kwietniu przeszedł operację więzadła krzyżowego. Następnie został przyjęty przez specjalną klinikę rehabilitacyjną, gdzie każdego dnia wykonuje ćwiczenia pomagające mu wrócić do zdrowia. Na jego upadek w Planicy poza tym miękkim śniegiem miało wpływ jeszcze kilka czynników. Pierwszy to zmęczenie sezonem, skoczkowie mieli za sobą dobre kilka miesięcy występów. Drugi to po prostu chęć oddania jak najdłuższego lotu, wyciśnięcia z siebie maksimum. Trzeci to błąd przy wykonywaniu telemarku. Z perspektywy kibica, lub nawet trenera, nie zawsze uświadamiamy sobie to, jakie skoki są niebezpieczne. Oni lecą w powietrzu z prędkością ponad stu kilometrów na godzinę, a nam zdarza się zapominać, że może się stać coś złego

– tłumaczy nasz południowy sąsiad.

Sam Jiroutek z lotami narciarskimi ma raczej dobre wspomnienia. To właśnie na mamucie w Vikersund za czasów kariery skoczka narciarskiego osiągnął swój najlepszy wynik w Pucharze Świata w karierze: 5. miejsce z 1 marca 1998 roku. Od tego czasu jednak sporo się zmieniło, a koronnym tego dowodem jest niedawny wyczyn Ryōyū Kobayashiego. Utytułowany Japończyk na Islandii w ramach specjalnego projektu Red Bulla odleciał na aż 291 metrów, znacznie przekraczając dotychczasowy rekord świata w długości lotu należący do Stefana Krafta (253,5 m). 

Dla mnie to coś fantastycznego. Podziwiam Ryōyu za to, że oddał skok bez jakichkolwiek ograniczeń. Nikt nie dyktował organizatorom, jak ta skocznia ma wyglądać, nie było żadnego jury, ustawiania belki. Pierwszy raz skoczek narciarski się tym wszystkim nie przejmował i o to nie dbał. Coś wspaniałego

– komentuje trener Włochów.

AndreaCampregher PSSzczyrk2024 fotJuliaPiatkowska2 300x200 - Jakub Jiroutek o przygodzie brata z polską kadrą B: „Do tej pory pracowaliśmy w małych drużynach. To była spora zmiana"
Andrea Campregher (fot. Julia Piątkowska)

Czech jest też pod wrażeniem Andrei Campreghera, jednego ze swoich podopiecznych. Ten już niejednokrotnie pokazywał, że przy dobrych warunkach atmosferycznych jest w stanie czynić wielkie rzeczy: wskazują na to ogromnie dalekie, ale nieustane skoki na polskich skoczniach w Szczyrku i Zakopanem. Jak zdaniem Jiroutka Campregher, który w komentarzach pod postem Red Bulla zgłaszał chęć do lotu na Islandii, poradziłby sobie na obiekcie w Akureyri?

Andrea ma jeszcze zbyt małe doświadczenie na takie inicjatywy, ale drzemie w nim sporo potencjału. To szalony zawodnik, ale szaleństwo to coś bardzo potrzebnego w skokach narciarskich. Pewnego razu rozmawialiśmy i zapytałem go: jaki jest twój największy cel? Odpowiedział mi, że chce pobić rekord świata w długości lotu. To ciekawe. Nie mówił o walce o punkty, wygrywaniu konkursów i pucharów, tylko oczkiem w głowie jest dla niego ten rekord świata 

– podkreśla Jiroutek.

Statystyki bywają nieubłagane, jak choćby ta autorstwa Melona (@RudiSchuberth) na portalu X. Zamieścił on przekrój reprezentacji pod względem ilości wystawionych w zeszłym sezonie skoczków w konkursach Pucharu Świata, Pucharu Kontynentalnego i FIS Cup. U Włochów wygląda to mizernie: pośród zawodów trzech różnych rang wystąpiło jedynie pięciu sportowców. Jak skomentował to odpowiedzialny za kadrę męską Jiroutek?

My mamy młodych zawodników, ale jeszcze nie w takim wieku, by mogli prezentować się w zawodach rangi FIS. To są chłopaki mający 13, 14, 15 lat. Ta sytuacja jest już tak naprawdę zakorzeniona w historii: jeśli chodzi o Puchar Świata, to Włosi nigdy nie wystawiali dużej ilości zawodników na wyjazdy. W latach 90. był Roberto Cecon, potem nastała era Sebastiana Colloredo i Andrei Morassiego, następnie dołączyli bracia Dellasega, aż jesteśmy w czasach Bresadoli, Campreghera i Insama. Skoki we Włoszech po Igrzyskach Olimpijskich powinny mieć się dobrze. Przebudowywane są skocznie w Predazzo, co jest dla nas ważnym krokiem w przyszłość

– twierdzi Czech.

Brat Jakuba, David, ma za sobą trudny sezon spędzony jako trener polskiej kadry B. Żaden z zawodników tej drużyny nie zdobył w Pucharze Świata choćby punktu, a w szeregach Pucharu Kontynentalnego udało się wywalczyć jedynie dwa podia autorstwa Jakuba Wolnego i Klemensa Murańki. Gorąco zrobiło się, gdy po kwalifikacjach do konkursu PolSKIego Turnieju w Wiśle Jakub Wolny wypunktował mediom wady współpracy z Davidem Jiroutkiem. Ostre słowa poskutkowały zawieszeniem zawodnika. Po sezonie 2023/2024 Polski Związek Narciarski pożegnał się z D. Jiroutkiem oraz jego asystentem, Radkiem Žídkiem. Zastąpili ich Wojciech Topór z Krzysztofem Biegunem. 

Informacje dotyczące słabej współpracy Davida z polską kadrą B mnie zaskakiwały. Jest też jednak druga strona medalu: OK, wprowadzasz do zespołu nowe metody, ale gdzie w tym wszystkim jakiś limit? Czy skoczkowie to respektują? Trener musi znaleźć granicę, wypośrodkować to. Nie zrozum mnie źle, uważam mojego brata za świetnego szkoleniowca, ale zwróćmy uwagę na jedno: my obaj do tej pory zwykliśmy pracować w małych drużynach. Jesteś ty, asystent i jedna dodatkowa osoba – fizjoterapeuta czy serwismen. David przyzwyczajony do takiego środowiska pojawił się w Polsce, gdzie w samej kadrze B było sześciu zawodników, a do tego znacznie więcej osób wokół niego. To duża zmiana i jemu mogło być trudno się zaadaptować 

– komentuje Jakub Jiroutek.

To, co mnie cieszy w pracy we Włoszech to fakt, że moi zawodnicy są otwarci. David w Polsce mógł mieć inaczej: tacy skoczkowie, jak Klemens Murańka czy Jakub Wolny mają blisko 30 lat, są w kadrze B, przez co mogą być zamknięci i niezbyt zmotywowani. Nie wiem, co mogło tam pójść nie tak. Kryzysy się zdarzają; takie nacje jak Niemcy, czy Austria po odejściu Alexandra Pointnera też miały swoje gorsze chwile

– dodaje.

Roman Koudelka fotJuliaPiatkowska 300x200 - Jakub Jiroutek o przygodzie brata z polską kadrą B: „Do tej pory pracowaliśmy w małych drużynach. To była spora zmiana"
Roman Koudelka (fot. Julia Piątkowska)

W ojczyźnie Jiroutków mamy za to do czynienia nie z gorszymi chwilami, a z poważnym kryzysem. Męska kadra seniorska na sezon 2024/2025 składa się zaledwie z dwóch zawodników: Romana Koudelki i Benedikta Holuba. Wiosną aż czterech zawodników podjęło decyzję o zakończeniu kariery: Kryštof Hauser, František Holík, Radek Rýdl oraz Petr Vaverka. Czy jest jakiekolwiek światełko w tunelu dla czeskich skoków narciarskich?

Nie każdy skoczek będzie w stanie regularnie startować w Pucharze Świata czy w Pucharze Kontynentalnym. Tak po prostu jest. U Czechów poważny kryzys moim zdaniem zaczął się w 2020 roku. Mamy Puchar Świata w Predazzo, Roman Koudelka notuje bardzo dobre rezultaty, a mój brat David zostaje zwolniony z funkcji trenera kadry. Potem przychodzili František Vaculík, Vasja Bajc z Janem Maturą, ale pozostał ważny problem: my mamy mało zawodników! Koudelka, Holub, kilku juniorów, a gdzie młodsi? Nikt nie pracuje na to, żeby było choćby kilkoro skaczących dzieciaków. To wszystko upada. Dyrektor Sakala mówi i pisze, jak jest super, a to nieprawda. Czeskie skoki narciarskie lecą w dół i taka jest rzeczywistość, której nikt nie chce słyszeć. Szansą jest Harrachov i planowana tam modernizacja skoczni. Byłby Puchar Świata, byłyby pieniądze, byłoby w co inwestować. Klub miałby zyski, dzieciom byłoby łatwiej

– w ostrych słowach mówi o sytuacji w swoim kraju Jakub Jiroutek.

 

Wiktor Marczuk,
informacja własna

Dodaj komentarz