You are currently viewing Adam Małysz o indywidualnym sztabie Kamila Stocha: „To jest przyszłość każdego sportu”
Adam Małysz (fot. Kornelia Kamińska)

Adam Małysz o indywidualnym sztabie Kamila Stocha: „To jest przyszłość każdego sportu”

Podczas piątkowej konferencji prasowej w Szczawnicy zostało oficjalnie potwierdzone, że Kamil Stoch do nowego sezonu będzie przygotowywał się z indywidualnym sztabem szkoleniowym. Na jego czele stanie Michal Doležal, którego asystentem będzie Łukasz Kruczek. Wsparciem dla zespołu ma być także serwismen Kacper Skrobot oraz fizjoterapeuta Łukasz Gębala. W Szczawnicy, oprócz Kamila Stocha i Michala Doležala, obecny był również prezes Polskiego Związku Narciarskiego Adam Małysz, który przedstawił szczegóły projektu „Team Stoch”.

 

Stoch z Doležalem jak Małysz z Lepistö?

Rozmowy na temat indywidualnego toku treningowego były prowadzone już na początku roku, a później także w Planicy. Początkowo pomysł był skierowany do trzech zawodników z kadry – oprócz Stocha, także do Piotra Żyły i Dawida Kubackiego – z czego wszyscy odnieśli się do niego raczej pozytywnie. Później jednak rozmowy chwilowo ucichły i jak przyznał “Orzeł z Wisły” telefon od Stocha był dla niego zaskoczeniem.

Kamil mi wtedy (w Planicy) dodał, że na razie nie chce w ogóle myśleć o skokach i żeby miesiąc, czy dwa w ogóle się do niego nie odzywać. Byłem więc zaskoczony, gdy zadzwonił do mnie w połowie kwietnia i powiedział, że jedzie na urlop, ale faktycznie przemyślał sprawę i chciałby spróbować iść swoją drogą. Wiedziałem więc już, że coś jest na rzeczy. Potem dowiedziałem się z mediów, że Michal dołączył do tego teamu. Na początku nie byłem do końca przekonany, że tak jest, bo chodziły głosy, że jeśli nawet Michal zrezygnuje ze współpracy z Horngacherem, to ma zostać dyrektorem sportowym w czeskim związku. Gdy przyszła więc informacja, że rezygnuje to założyłem, że pewnie idzie do związku do Czech. Później jednak, jak Kamil wrócił i się spotkaliśmy to decyzja była już podjęta, że będzie to Łukasz i Michal.

– relacjonował Małysz.

Współpraca zawodnika z indywidualnym sztabem nie jest jednak precedensem w historii polskich skoków narciarskich. W trakcie sezonu 2008/2009 podobną decyzję podjął właśnie Adam Małysz. Orzeł z Wisły zwrócił się wtedy do ówczesnego, byłego szkoleniowca kadry Polski, Hannu Lepistö, by ten został jego osobistym trenerem. Współpraca zaowocowała między innymi dwoma srebrnymi medalami igrzysk olimpijskich w Vancouver.

Na pewno same początki są bardzo ciężkie. Moja decyzja nie była spowodowana tym, że uważałem, że Łukasz Kruczek jest złym trenerem. Po prostu potrzebowałem czegoś innego, czegoś dla siebie. Łukasz był moim kolegą, więc ciężko było mu narzucić mi pewne rzeczy. Doskonale wiem, jak dzisiaj wygląda współpraca indywidualna i w grupie. Oczywiście zalety całej grupy też są, ale jeśli ma się osoby, które są w stanie skoncentrować się tylko i wyłącznie na tobie to zupełnie inaczej to wygląda. Zawsze te mniejsze grupy mają zdecydowanie lepiej.

– stwierdził.

Prezes PZN opowiedział także o tym, co jest kluczem podczas indywidualnych treningów.

Najważniejsze jest to, jeśli nabierasz pewności siebie, przywracany ci jest uśmiech na twarzy i przychodzisz na ten trening, nie żeby go zrobić, ale żeby zrobić go z przyjemnością. I jeśli wierzysz w to głęboko, że jeśli pójdziesz tą drogą to to wypali, to już jest nawet nie 50, ale więcej procent sukcesu. Michał i Łukasz to osoby, które z Kamilem już współpracowały. To nie jest tak, że trener, który jest w tym momencie trenerem głównym jest zły. To tak, że potrzebujesz czegoś, co jest zupełnie inne. Tak, jak ja wracałem do Hannu. Wiedziałem jak mi się z nim pracowało, wiedziałem co jest w stanie zrobić. Wiedziałem, że z jednej strony jak będę potrzebował jakiejś porady to on uderzy pięścią w stół i powie “tak i tak masz zrobić i mnie to nie obchodzi”. Z drugiej strony Hannu jest też osobą bardzo otwartą, jeśli mu coś wytłumaczyłeś, to on był w stanie zmienić zdanie.

– wyjaśnił Małysz.

To, że tworzysz taki team i ten team dla ciebie pracuje to jest przyszłość każdego sportu. Może nie sportu drużynowego, ale każdego sportu indywidualnego. Popatrzmy na narciarstwo alpejskie, tam w zasadzie każdy zawodnik już trenuje bardzo indywidualnie. I często jest tak, że przygotowuje się sam i później jest powoływany na zawody. I czy jedzie z głównym trenerem, czy z współpracującym to już wtedy nie ma znaczenia. Najważniejsze jest to, żeby mieć chęć do tego treningu. Jak ja kończyłem miałem 33 lata, Kamil dzisiaj ma trochę więcej, sport się zmienił, jednak jeśli będziesz współpracować na takim wysokim poziomie to wiek nie ma znaczenia. Przede wszystkim ważne jest to, że ty jesteś w stanie coś zrobić, że dalej w to wierzysz.

– podsumował “Orzeł z Wisły”.

„Krok w dobrą stronę”

Jak będą wyglądały szczegóły funkcjonowania teamu Kamila Stocha? Jak przyznał prezes PZN, nie są one jeszcze dopięte na ostatni guzik. Wciąż trwają bowiem poszukiwania sponsorów, którzy mogą pokryć koszty całego przedsięwzięcia.

To nie jest tak, że możemy w tym momencie odebrać Thomasowi jakąś pulę pieniędzy i przekazać na Kamila. Jakieś środki na samo przygotowanie gdzieś tam odłożyliśmy, ale do tego dochodzi cała organizacja, sztab, samochody itd, więc jeszcze do końca nie jest to pozapinane na sto procent. Mam nadzieję, że uda się to na tyle dopracować, że będzie funkcjonowało. Michal jeszcze nie ma umowy jako takiej, dlatego, że my dalej szukamy pieniędzy na głównego trenera. Jest na szkolenie, mają na wyjazdy, teraz samochody, jest Kacper Skrobot, który już był zatrudniony w PZN, Łukasz, który złożył rezygnację, ale wrócimy z nim z powrotem do umowy. Mamy też potencjalnych sponsorów, ostatnie półtorej miesiąca intensywnie ich poszukiwaliśmy, żeby to wszystko udźwignąć. Jest to na bardzo dobrej drodze, ale jeszcze potrzebujemy trochę czasu, żeby to dograć w stu procentach

– przyznał prezes Polskiego Związku Narciarskiego.

Wyjaśniona została także kwestia tego, jak współpraca Kamila z jego sztabem będzie wyglądała podczas zawodów. Małysz wyjaśnił, że zarząd PZN zadecydował o tym, że osobą decyzyjną będzie w tej sprawie trener główny. Z kolei praktyczne sprawy, takie jak puszczanie zawodników, zostanie dograne już podczas trwania sezonu. Małysz podkreślił także, że Kamil jest prawowitym członkiem kadry i dodał, że mimo, że przygotowuje się osobno, jest też częścią całej drużyny.

-Fajnie, że Kamil już rozpoczął treningi. Myślę, że najważniejsze było to, że jak spotkaliśmy się w Zakopanem to widziałem uśmiech na jego twarzy i to pokazywało, że to już jest ten dobry krok, że to już idzie w dobrą stronę. Bo jak zawodnik jest zadowolony, ma poczucie z powrotem tej przyjemności z trenowania to ja twierdzę, że to jest przynajmniej połowa sukcesu. W moim przypadku było bardzo podobnie.

– dodał Małysz.

Team Kubacki i Team Żyła?

Adam Małysz wspomniał też, że podczas początkowych rozmów indywidualną pracę z trenerem zaproponowano także Dawidowi Kubackiemu i Piotrze Żyle. Czy także ci zawodnicy będą trenować na innych warunkach niż reszta kadry?

Na pewno nie. Już wcześniej jak rozmawialiśmy w Planicy chłopaki twierdzili, że chcą dać szansę trenerowi Thurnbichlerowi. W większości to, co nie pasowało to była przede wszystkim komunikacja – to co nas Polaków jest bardzo często trudnością, że nie potrafimy rozmawiać i się dogadywać. Dostali oni też jednak trochę indywidualny tok: więcej czasu będą trenować w domu, w bazach, będą jeździć tylko na poszczególne zgrupowania i wyjazdy i to im pasuje, przynajmniej takie dostałem informacje. Musimy też przyznać, że Kamil to jest wyjątek. To zawodnik nieprzeciętny, który bardzo dużo osiągnął, ale też bardzo dużo zrobił dla Polskiego Związku Narciarskiego, więc to też zupełnie inna sytuacja. Jeśli to miałby być jeden team od początku, trzech zawodników trenujących osobno, to wtedy można by było to udźwignąć. W momencie, gdzie jest tworzony team Kamila, na pewno tych dwóch zawodników do niego nie dołączy, tym bardziej, że dofinansowanie już teraz jest rozłożone i to, co mamy do przekazania na team Kamila na pewno już nie znajdziemy do przekazania na tych dwóch dodatkowych zawodników. Ale myślę też, że w tym momencie nie ma takiej potrzeby.

– wyjaśnił.

Aleksander Stöckl dyrektorem sportowym?

Jakiś czas temu pojawiły się także głosy, że z Alexander Stöckl, który zakończył współpracę z Norwegami, może wesprzeć polskie skoki narciarskie. Austriak miałby objąć funkcję dyrektora sportowego ds. skoków narciarskich. Czy w tej sprawie pojawiły się jakieś nowe informacje?

W tym momencie nie odpowiem na to pytanie. Tak jak kiedyś mówiłem, kiedyś były z nim rozmowy. Ale też tak się dogadaliśmy, że jeśli on będzie na cokolwiek gotowy to się do nas zwróci. Na razie tego nie zrobił, ale słyszałem, że był w Krakowie. Nie wiem, czy akurat funkcja dyrektora sportowego byłaby dla niego odpowiednia. Myślę, że my w Polsce potrzebujemy kogoś, kto zna nasze realia. Oczywiście taki wybitny trener może się przydać przy jakimś systemie, rozwoju, czy nawet przy szkole trenerskiej, którą teraz uruchamiamy, ale to jest na pewno kwestia przyszłości.

– oznajmił Małysz.

 

Zuzanna Janeczek, Bartosz Leja
korespondencja ze Szczawnicy

Dodaj komentarz