You are currently viewing Misja „Team Stoch” rozpoczęta. „Jestem na ostatnim etapie kariery. Celem jest powrót na szczyt”
Kamil Stoch (fot. Kornelia Kamińska)

Misja „Team Stoch” rozpoczęta. „Jestem na ostatnim etapie kariery. Celem jest powrót na szczyt”

W piątek poznaliśmy szczegóły dotyczące sportowej przyszłości Kamila Stocha. Utytułowany reprezentant Polski będzie już rozpoczął przygotowania do sezonu 2024/2025, a dzisiaj podczas konferencji prasowej w Szczawnicy, trenerem jego indywidualnego sztabu szkoleniowego został ogłoszony Michal Doležal. Jak podkreślił 37-letni skoczek, jego celem jest powrót do światowej czołówki. Ujawnił także ewentualne scenariusze dotyczące jego startów w kolejnych sezonach.

 

Powrót do trenerów ze złotych czasów

Na konferencji prasowej w Szczawnicy pojawił się Kamil Stoch, prezes Polskiego Związku Narciarskiego Adam Małysz, a także Michal Doležal. Czeski szkoleniowiec był już trenerem polskiej kadry A w latach 2019-2022, a wcześniej był asystentem poprzedniego trenera Biało-Czerwonych, Stefana Horngachera (w latach 2016-2019). Dzisiaj oficjalnie potwierdziło się, że to właśnie Doležal będzie odpowiedzialny za przygotowania trzykrotnego mistrza olimpijskiego do sezonu 2024/2025. Wspierać go będą: Łukasz Kruczek (asystent trenera), Kacper Skrobot (serwismen) oraz Łukasz Gębala (fizjoterapeuta).

Warto wspomnieć, że z Kruczkiem był trenerem polskiej kadry A w latach 2008-2016. To za jego czasów Stoch wywalczył m.in. dwa tytuły mistrza olimpijskiego (Soczi 2014), a także zdobył Kryształową Kulę (w sezonie 2013/2014). Podczas współpracy z Doležalem, skoczek z Zębu również odnosił spore sukcesy, jak choćby triumf w Turnieju Czterech Skoczni (w sezonie 2020/2021), czy w turnieju Raw Air (w 2020 r.).

Dwa ostatnie sezony nie były jednak dla Stocha tak udane. W sezonie 2022/2023 polską kadrę A przejął Thomas Thurnbichler. Młodszy od zawodnika z Zębu (o dwa lata) Austriak nie zdołał z doświadczonym podopiecznym osiągnąć takich sukcesów. Obaj podkreślali wzajemny szacunek, a sam Thurnbichler zapewnił niedawno w rozmowie z naszym portalem, że szanuje decyzję polskiego skoczka o konstruowaniu indywidualnego sztabu szkoleniowego. Czy Stoch będzie w stanie w nowych realiach wrócić do światowej czołówki?

W tej chwili mam stworzone warunki do tego, żeby tak się stało. Ze swojej strony oczywiście zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby poświęcić się w stu procentach. Na tę chwilę całym sobą wierzę w to co robię i już po tych kilku treningach czuję, że idzie w dobrym kierunku. Przede wszystkim mój komfort polega teraz na tym, że mam osoby, które skupią się tylko na mnie. To dla sportowca bardzo dużo. Uważam że zawodnik w moim wieku i z moim doświadczeniem na tym etapie kariery, potrzebuje pracować już tylko nad detalami. Chodzi o to, żeby zobaczyć najmniejsze szczegóły, które tak naprawdę są dla mnie kluczowe. Potrzebuję osoby, która poświęci mi sto procent uwagi i czasu. Michal Doležal i Łukasz Kruczek to są odpowiednie osoby, które będą się ze sobą dobrze komunikowały, przekazywały mi konkretne uwagi. Wierzę i czuję, że jest tak, jak ma być

– powiedział Stoch, który ma już za sobą pierwsze zgrupowanie ze swoim sztabem szkoleniowym na Aigner-Schanze (K-85 / HS-90) w austriackim Hinzenbach.

Odpowiednie podejście mentalne do zawodnika, czy poczucie bezpieczeństwa to już połowa sukcesu. Zgadzam się z tym, że ostatnie lata bardzo mnie doświadczyły na różne sposoby, ale nie powiem, że były to lata stracone. To był „czas zbierania informacji”. Teraz po prostu mam w stu procentach pewność, że to co robimy jest dobre. Nigdy nie próbowałem jeszcze indywidualnego treningu, ale chciałem pójść w tę stronę i właśnie w takiej konfiguracji przygotować się do kolejnego sezonu

– dodał Stoch.

Czołowa dziesiątka? Celem jest powrót na szczyt

37-letni skoczek podkreślił, że propozycja, którą przedstawił Michalowi Doležalowi i Łukaszowi Kruczkowi, była podyktowana właśnie udaną współpracą z tymi szkoleniowcami przed laty.

Motywowałem ten wybór w oparciu o osoby, które bardzo dobrze mnie znają. Tak naprawdę jestem na ostatnim etapie swojej kariery i nie chciałem tracić czasu na poznawanie się, budowanie nowych relacji i budowanie nowej komunikacji. Potrzebuję osób, które wiedzą w jaki sposób funkcjonuję i znają mnie bardzo dobrze, ale przede osób, z którymi odnosiłem już sukcesy. Oni wiedzą jak do mnie dotrzeć i w jaki sposób mi pomóc, dlatego wybór był tak naprawdę prosty

– nie ukrywa reprezentant Polski. Sam dodał także, że „rozstanie” z grupą trenera Thurnbichlera przebiegło w pokojowej atmosferze.

Trener Thurnbichler jak najbardziej znał ten temat i nie miał pretensji. Nie jestem pierwszym zawodnikiem, który działa w ten sposób, to nie jest oryginalny pomysł. Na tę chwilę w Pucharze Świata co najmniej kilku zawodników trenuje w indywidualny sposób. Co więcej, uważam, że w najbliższych kilku, kilkunastu latach, to będzie przyszłość skoków narciarskich. Dochodząc do pewnego poziomu, zawodnik potrzebuje wsparcia bardzo ścisłego i ujednoliconego. Wydaje mi się, że do tego to wszystko dąży

– stwierdził Stoch.

Reprezentant Polski, który na swoim koncie 39 pucharowych zwycięstw i 80 podiów, po raz ostatni wygrał w zawodach najwyższej rangi 9 stycznia 2021 roku (w Titisee-Neustadt). W czołowej trójce ostatnio widzieliśmy go z kolei 11 grudnia tego samego roku (w Klingenthal). Okazuje się, że sam zamierza walczyć o powrót do ścisłej światowej czołówki.

Czołowa dziesiątka mnie nie zadowoli. Przedsięwzięcie które podjąłem, ma na celu przywrócenie mnie na szczyt, przywrócenie moich skoków na najwyższy poziom i walkę o najwyższe cele. To mnie motywuje

– nie ukrywał zapytany o cele wynikowe na nadchodzący sezon.

Małysz inicjatorem „Team Stoch”?

Stoch zaznaczył, że ogromną rolę w jego motywacji i podjęciu nowej sportowej drogi, pełniła jego żona Ewa. Bardzo istotne było także poparcie ze strony Polskiego Związku Narciarskiego na czele z prezesem Adamem Małyszem.

Tak naprawdę wiele rzeczy się na to złożyło. Przede wszystkim były to rozmowy z prezesem Adamem Małyszem, który jeszcze w trakcie minionego sezonu, a głównie przed ostatnim konkursem w Planicy, sugerował różne rozwiązania. Głównie chodziło o to, żebym rozważył pracę indywidualną ze swoim zespołem, czyli w taki sposób jak on sam zrobił to z Hannu Lepistö. W tamtym momencie nie do końca miałem otwarty umysł na jakiekolwiek rozwiązania, bo byłem bardzo zmęczony i trochę zniechęcony. Natomiast po kilku dniach spędzonych w domu, odpoczynku i za namową do podjęcia rękawic przez moją żonę… Myślę, że mężczyzna nie potrzebuje lepszej zachęty, niż motywacja ze strony najbliższej mu osoby. Jeżeli już mam zakończyć karierę to chcę zrobić to na swoich warunkach, z podniesioną głową, z tarczą na ramieniu. Te rzeczy złożyły się na podjęcie takiej decyzji

– zaznaczył, zwracając się przy tym zarówno w kierunku Adama Małysza, jak i obecnej na konferencji żony Ewy.

Pierwsze treningi dają nową nadzieję

Mimo, że decyzja o rozpoczęciu współpracy Kamila Stocha z Michalem Doležalem została ogłoszona w piątek (7 czerwca), to cały „Team Stoch” już rozpoczął przygotowania do sezonu 2024/2025. Niedawno ekipa zakończyła wspomniane zgrupowanie w Hinzenbach, a w najbliższym czasie zaplanowane dla 37-letniego zawodnika zaplanowane są treningi fizyczne oraz przyszłotygodniowy obóz treningowy w Zakopanem. Już podczas pierwszych treningów trenerzy rozpoczęli razem ze Stochem zmianę pozycji najazdowej oraz odbicia z progu.

Diagnoza została postawiona. Jest też konkretna wizja tego, w jaki sposób ma wyglądać mój skok. Teraz pracujemy nad tym, aby zbudować w głowie „mapę”, żebym później mógł po prostu usiąść na belce i już się nad niczym nie zastanawiać. Musze mieć stuprocentową pewność co mam robić. Nie były to rewolucyjne zmiany, jednak były bardzo istotne głównie ze względu na technikę mojego odbicia oraz pozycję najazdową. Nie chcę jednak zdradzać zbyt dużo szczegółów i już się przechwalać, bo zdaję sobie sprawę, że czeka mnie jeszcze bardzo dużo pracy. Jestem po jednym zgrupowaniu i 20 skokach, także trudno stwierdzić, że wszystko jest już super. Praca idzie jednak naprawdę w dobrym kierunku i już czuję jej efekty. Głęboko wierzę w to, że będę w stanie to potwierdzić na zawodach

– skwitował.

Plany startowe Stocha zależne od decyzji Thurnbichlera

Według informacji, które przekazał nam trener Michal Doležal, w planach na sezon letni są starty Kamila Stocha w zawodach Letniego Grand Prix w Wiśle, Hinzenbach oraz Klingenthal, a także w Letnich Mistrzostwach Polski. Udział 37-latka w cyklu LGP będzie jednak oczywiście uzależniony od jego sportowej dyspozycji i ostatecznej decyzji trenera kadry A, Thomasa Thurnbichlera. Sam Stoch będzie musiał więc przechodzić sportową „weryfikację” pod okiem austriackiego szkoleniowca. Jego indywidualny team będzie jednak w dużej mierze trenować samodzielnie, według własnego harmonogramu. Stoch będzie się jednak pojawiał na wewnętrznych kadrowych testach przed międzynarodowymi zmaganiami (jako pełnoprawny członek kadry A). Kwestie dotyczące wspólnych zgrupowań mają być jeszcze ustalane pomiędzy dwójką Doležal – Thurnbichler.

Będą to raczej zjazdy przed startami i zawodami. Oczywiście aby wystartować w zawodach muszę spełnić kryteria postawione przez trenera kadry A. Thomas musi widzieć w jaki sposób skaczę. Nie może to być na takiej zasadzie że zadzwoni do niego Michal i powie: „Słuchaj, Stoch jest w formie i ma jechać na zawody”. Oczywiście jak najbardziej otwieramy się też na współpracę z reprezentacją, wszyscy jedziemy na tym samym wózku i tak naprawdę wszyscy chcemy odnosić sukcesy

– podkreślił Stoch.

Stoch poskacze do igrzysk w 2026 roku?

A co w przypadku, gdyby zindywidualizowany plan przygotowań nie przyniósł poprawy wyników? 37-letni skoczek przyznał, że nie nakłada na siebie i swój sztab szkoleniowy szczególnej presji czasowej. Kluczowy w kwestii jego sportowej przyszłości będzie jednak właśnie sezon 2024/2025. O tym, czy Stoch powalczy o udział w Zimowych Igrzyskach Olimpijskich we Włoszech (w 2026 r.), dowiemy się po zimie.

Tak naprawdę w sporcie nie ma planów B. Trzeba czasami wszystko postawić na jedną kartę i ja tak właśnie teraz robię. Ustaliliśmy z trenerem Doležalem, że nie będziemy nakładać na siebie żadnej presji czasowej. Na razie skupiamy się tylko na najbliższym czasie i na okresie przygotowawczym. Później będziemy się skupiać na sezonie startowym. Jeżeli po zimie uznamy, że osiągnęliśmy cele i zrealizowaliśmy założenia, będziemy mogli się po prostu rozejść. Ja będę mógł zakończyć karierę, zbijemy „piątkę” i każdy pójdzie w swoją stronę. Jeżeli natomiast zdecydujemy, że będziemy chcieli dalej pracować i że jest jeszcze coś do wygrania, to tak zrobimy

– zapowiedział.

 

Bartosz Leja,
korespondencja ze Szczawnicy

 

Dodaj komentarz